Po godzinach

>>> John Grogan, „Marley i ja” , wyd. Pierwsze, Warszawa, 2006.

 

Książka „Marley i ja” jest swego rodzaju pamiętnikiem autora, który przedstawia nam życie swoje, najbliższych oraz żółtego labradora, który cały ich świat przewrócił kompletnie do góry nogami. Nie jest to poradnik ani książka, z której czerpiemy wiedzę o szkoleniu psów. Jest to typowe wyznanie autora, które wzrusza i uczy nas rozumieć, jakie wartości wnoszą do naszego życia psy. Czy wszystkie? Może i tak, John Grogan opisuje jednak labradora, psa-demolkę, który zniszczył cały dom, szalał podczas burzy, pił wodę z muszli klozetowej, a nawet został wyrzucony ze szkółki za brak postępów w nauce, był w stanie przełknąć wszystko, co znalazło się w zasięgu jego pyska, od starych skarpetek po ręczniki kąpielowe. A jednak w gruncie rzeczy Grogan przedstawia Marleya jako psa o niezwykle wielkim sercu, niezawodnego i lojalnego przyjaciela, który swojej ludzkiej „rodzinie” pokazał, co w życiu jest tak naprawdę ważne. „Historia psa Marleya bawi i wzrusza do łez. Wreszcie zrozumiesz własnego psa i sens własnego życia”.

Nie jestem zwolenniczką ckliwych powieści. Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ przekonała mnie liczba 2 milionów czytelników tej lektury, a także jej miejsce wśród bestsellerów „New York Times’a”. Wcale się nie zawiodłam, opowieść nie okazała się ani trochę cukierkowa czy sentymentalna. Książka, która porusza bardzo delikatny temat psów całkowicie nieprzystosowanych do życia wśród ludzi, zmagania całej rodziny, przezwyciężanie barier, wielkie poświęcenie i ludzi, i wielkiego (ważącego 44 kg) żółtego labradora, oddaje mnóstwo emocji: radość, smutek, żal. Uzmysławia czytelnikowi problemy, z jakimi borykają się właściciele krnąbrnych czworonogów, którzy jednak, mimo wszelkich przeciwności losu, nie poddają się. A im mocniej ich pupil daje im w kość, tym mocniej go kochają. Marley dał swym właścicielom możliwość przekonania się, co jest w życiu cenne, że liczy się wierność i bezinteresowna miłość, że widok czarnych, okrągłych oczu wpatrzonych w twoje po zdemolowanym w szale domu sprawia, że człowiek czuje się wyjątkowo. Ten „najgorszy pies świata” dał swym opiekunom możliwość poznania najwyższych uczuć, pokazał, jak ich zmienia.

Życie z Marleyem było istną katorgą dla Johna i jego żony, później także dla ich dzieci, ciągłe demolki, zniszczony ogród, wstyd przed innymi właścicielami psów. Jestem jednak pewna, że gdyby ktoś zapytał Johna Grogana, czy ponownie wybrałby życie z Marleyem, bez zastanowienia odpowiedziałby - Tak.

  Kaja Sosnowska
Labrador Retriever Team

 

[powrót]