Relacje

I Międzynarodowy Konkurs Pracy Retrieverów, Třeboň w Czechach (Władysław Hoff) - 21.09.2007


I MIĘDZYNARODOWY KONKURS PRACY RETRIEVERÓW
(I Mezinárodní soutěž retrieverů)
21-23.09.2007 r.,  Třeboň

 

Takiego otwarcia jeszcze nie przeżyłem, a od kilku lat jestem stałym bywalcem konkursów zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Cała uroczystość rozpoczęła się przed katedrą w Treboniu: numery uczestników umieszczone były na stojakach, obok  stały worki karmy. O godzinie 8.00 główny przewodniczący konkursu Pan Jan Kubeś uroczyście otworzył I Międzynarodowy Konkurs Pracy Retrieverów. Tak pięknego grania hejnalistów oraz bicia dzwonów nie miałem dotychczas możliwości usłyszeć. To było coś, co wzruszyło duchowo każdego. Ta atmosfera otwarcia pozostawiła niezapomniane wrażenia. Później nastąpiła prezentacja sędziów. Po zakończeniu części oficjalnej pojechaliśmy na miejsce pracy, gdzie podzieleni na czteroosobowe grupy udaliśmy się na wyznaczone stanowiska. 

Wylosowałem numer pierwszy, a moja grupa rozpoczynała konkurs od konkurencji na wodzie. Pierwszy był aport kaczki z szuwarów. Nie była to jednak prosta konkurencja. Stałem z psem na grobli w oznaczonym miejscu, a 50 metrów dalej sędzia wrzucił kaczkę. Pies nic nie widział. Te szuwary to był niski bagienny porost. Pies miał 5 minut na znalezienie kaczki, aby uzyskać najwyższą ocenę - cztery. Przewodnik musiał pozostawać na miejscu. Mojej Dodzie znalezienie kaczki zajęło 2 min. i 15 sek. i był to najlepszy czas. Następne dwa psy miały czas znacznie gorszy i ocenę 1. Czwarty pies też zaliczył konkurencję na cztery. Muszę nadmienić, że trafiłem do najsilniejszej grupy: moja Doda konkurowała z championami pracy Czech. Zresztą wszystkie psy biorące udział w tym konkursie były po nominacjach uzyskanych w ubiegłym roku na konkursach międzynarodowych, na których zajęły czołowe miejsca.  

Następną konkurencją był aport kaczki z wody. Dla retrievera to podstawowa konkurencja i tu niespodzianek nie powinno być. Ale następnym zadaniem był już aport dwóch rozrzuconych kaczek, których pies nie widział. Dodatkowo przewodnik musiał określić, która kaczka będzie przyniesiona jako pierwsza. Za to otrzymuje się ocenę z posłuszeństwa. Mając doświadczenie z konkursów w ubiegłym roku, kiedy to wybrałem kaczkę z prawej strony, ale leżała ona pod słońce, pies jej nie widział i popłynął po drugą, wskazałem teraz na tę, która była bardzo widoczna. Jednak mój pies nie wykonał mojego polecenia i popłynął w drugim kierunku. Poprawnie zostają wykonane komendy „zostaw“, „wróć“: Doda zareagowała zwrotem w kierunku wskazanym z grobli I popłynęła po wskazaną  kaczkę. Ulga, ale czy zmieści się w czasie? Jednak udało się. Limit czasowy trzy minuty nie został przekroczony. Ale to nie koniec niespodzianek. Przynosząc kaczora, obeszła mnie i z lewej strony usiadła. Sędziowie za przyniesienie aportu dali trójeczkę. Jest to jednak ocena cząstkowa, gdyż konkurencja jest oceniana osobno, a przyniesienie jest sumą punktów z poszczególnych konkurencji, gdzie pies oddawał aport. Na konkursach w Czechach są osobno oceniane konkurencje i osobno przyniesienie aportu. Podsumowując, wodę zaliczyliśmy z dobrymi ocenami.  


Ten sam zespół sędziowski oceniający pracę na wodzie, oceniał jedną konkurencję z pola. Była to włóczka bażanta. Doda wykonała to zadanie perfekcyjnie, ale sędzia za moje nerwowe ruchy palcami lewej dłoni dał trójkę z oddania aportu. Zawsze na zakończenie konkurencji przez grupę sędziowie omawiają ocenę każdego psa, jednak cała dokumentacja pozostaje u sędziów. Przewodnik psa nie dysponuje żadnymi wynikami. I tu dla mnie niespodzianka. Sędzia wyraźnie przedstawił oceny i moja suka otrzymała 4 z włóczki, a 3 z oddania bażanta. Zdziwiłem się później, kiedy po zakończonym konkursie, oglądając swoją kartę ocen, zobaczyłem, że włóczka bażanta była oceniona na trójkę. Poranne konkurencje się skończyły i udaliśmy się na obiad.

Po obiedzie pole. Ponieważ na początku wylosowałem numer pierwszy, zaczynam. Dobrze, że w ubiegłym roku też miałem pierwsze starty; teraz już wiem, na czym  polegają poszczególne konkurencje. Marking poszedł dobrze. Ta konkurencja jest rozgrywana inaczej niż u nas. Tylko jeden bażant, ale odległość według regulaminu 40 m, a tu tak około 60 m. Pies ma bezłędnie trafić do miejsca upadku bażanta. Champion pracy Karela nie trafia, znajduje górnym wiatrem i dostaje kolejną 1. Następnie przechodzimy na konkurencję polegającą na znalezieniu zagubionej zwierzyny: królik i bażant położone są gdzieś w polu 50x30 m. Ale gdzie leżą, nie wie ani pies, ani ja. Po przekroczeniu linii prostokąta przez psa, pada strzał. Teraz tylko zmieścić się w czasie i właściwa współpraca z przewodnikiem, aby pies nie przeszukiwał za daleko od wyznaczonego pola. Początek i koniec pola zaznaczone są słupkami. Porost, w którym porusza się pies, miejscami sięga kolan. Pies nie ma możliwości wzrokowo znaleźć zagubionej zwierzyny. Nieraz zamiast psa widzę tylko ogon. Ale udaje się. Limit czasowy na czwórkę (do pięciu minut) jest. Tej konkurencji nie kończy z naszej grupy pies, który miał dotychczas dobre oceny. Jestem w grupie najlepszy.  


Ostatnia konkurencja to aport kierunkowy. W odległości 60 m  w lewo i prawo są dwa słupki, przy których leżą bażanty. W tej konkurencji w ubiegłym roku odpadła  ¼ uczestników. Teraz wszystkie psy z naszej grupy zaliczają na czwórki. Doda poszła jak po sznurku.


Dzień kończymy naganką. Wszystkie psy uczestniczące w konkursie są w lesie na dukcie: co dwadzieścia metrów pies, co drugi pies sędzia i strzelec. Lasem idzie naganka. Krzyczą, walą o drzewa kołkami i padają strzały. Dodatkowo strzelają strzelcy stojący przy psach na dukcie. Pies musi siedzieć i nie może wykazywać oznak zdenerwowania. To już  psy mają opanowane. Kończymy pierwszy dzień. Jest bardzo dobrze.

Wieczorem uroczysta kolacja, na której spotykają się uczestnicy konkursu i sędziowie. Każdy uczestnik otrzymuje tabelkę z wynikami ocen wszystkich psów za pierwszy dzień pracy. Jestem w czołówce. Z pola i z wody moja Doda jest najlepsza. Jest kapela, są śpiewy i tu należy przyznać, że Czesi potrafią się bawić. Następny dzień, niedziela, to dla naszej grupy las, a z psów biorących dalej udział z naszej grupy zostały trzy.


Rano nasza grupa ma pracę na farbie. Doda pracuje jako oznajmiacz, a pozostałe dwa psy jako oszczekiwacze. Praca oznajmiacza jest wyżej punktowna. Pierwszy idzie  Karel. Po pewnym czasie słyszymy sygnałówki, ale nie słychać, żeby pies głosił. Po powrocie zespołu sędziowskiego i Karela z psem okazało się, że pies przeszedł obok łoża i musiał iść na otoku do końca. Następne losowanie, idę ja. Zanim pójdziemy na ścieżkę trochę posłuszeństwa, tzw. nasledowanie. Pies idzie duktem przy mojej lewej nodze, luzem. Obok mnie strzelec. Idziemy krok w krok 30 m, pies siada, czekamy 30 sekund I idziemy dalej. Następne 30 m, znów się zatrzymujemy, pies siada, a strzelec oddaje strzał. Wracamy na otoku. Teraz ścieżka. Razem ze mną podąża dwóch sędziów. Doda idzie idealnie, łoże zaznaczone i teraz dalej pracuje jako oznajmiacz. Zakładam do obroży bringsel i wysyłam ją. Poszła, czas się dłuży, psa nie widać, ja czekam i zastanawiam się, czemu ona tak długo szuka. Sędziowie zajęci rozmową, a ja pełen obawy, co się tam dzieje w lesie. Ale sędzia dostrzega ją i informuje mnie, że wraca. Rzeczywiście wróciła, trzymając w pysku bringsel. Siada i oddaje. Teraz już tylko idziemy do znalezionej przez Dodę zwierzyny. Ale tu się zaczynają problemy: widzę, że pies jest rozluźniony i zamiast prowadzić, przeszukuje las. Doszliśmy, ale sędziowie za to okładanie lasu zmniejszyli jej ocenę na trójeczkę. Nie miałem najmniejszych zastrzeżeń, uważałem, że na tym poziomie konkursu taka decyzja była słuszna. Podczas powrotu oceniane jest posłuszeństwo:  sędziowie oceniają, jak pies idzie na otoku i luzem. To mamy już opanowane. Następny pies golden Simony, pracujący jako oszczekiwacz, też mija łoże i za pracę na otoku otrzymuje jak poprzedni ocenę trzy. Na farbie mając w konkurencji psy, które pracują jako oszczekiwacze, wygraliśmy. Ponieważ minęły łoże, dostały trójkę jako pracujące na otoku. My dostaliśmy trójkę, ale jako oznajmiacz,  co jest wyżej punktowane.


Teraz został nam - jak mówią Czesi – maly les. Poszukiwanie (dohledavka) dwóch królików w obszarze 50x50 m, odłożenie i włóczka królika. O odłożenie i włóczkę byłem spokojny. Ale dohledavka w lesie na tym konkursie wraz z szuwarami i dohledavką w polu były najtrudniejszymi konkurencjami. Idę pierwszy. Wyznaczony kwadrat znajduje się przy drodze. Jest zaznaczony początek i koniec jednego boku. Las z młodym porostem, tak że 5 metrów dalej nic nie było widać. Gdzie te króliczki mogą być? Znajdzie je pies czy nie? Tu mimo że mogę psa kierować, nie jestem w stanie pomóc, ponieważ sam nie widzę, gdzie pies się znajduje. Doda poszła, czekam. Po pierwszej minucie jest już jeden królik. Następna minuta i Doda wychodzi z lasu z drugim królikiem w kufie. Ulga. Wiem, że pozostałe dwie konkurencje to formalność.  Tak było. Konkurs zakończyliśmy, ale na jakim miejscu, tego jeszcze nie wiem. Jeszcze dwie godziny i wszystko będzie jasne. Czekamy.


Był to nasz trzeci międzynarodowy konkurs wszechstronny retrieverów w Czechach. Wszystkich uczestników tegorocznego konkursu już znałem. Wspominam udział w ubiegłorocznym międzynarodowym konkursie. Wtedy zdobyliśmy maksymalną liczbę punktów. Ale był jeszcze drugi pies, który też miał maksymalną liczbę punktów. Zgodnie z regulaminem w Czechach nie decyduje wiek, ale dodatkowa  konkurencja, po czesku rozstrzelanie. Konkurencję wyznacza sędzia główny podczas rozpoczęcia konkursu. Jeszcze dodam, że również na początku przy losowaniu numerów startowych przewodnik określa, jak pies pracuje na farbie: na otoku, jako oznajmiacz czy jako oszczekiwacz. Nie ma wówczas niespodzianek, wszyscy wiedzą, jak każdy pies pracuje. Wtedy wiedziałem, że dodatkową konkurencją będzie aport dwóch kaczek rozrzuconych do wody i aport na czas. Rozstrzelanie było widowiskowe, była liczna korona i dwa psy. Pierwszy startował pies kolegi i jak zobaczyłem, jakim tempem płynie, to byłem pewien sukcesu. Ale zapomniałem, gdzie jestem. Doda poszła po rozrzucone kaczki i zmieściła się w połowie czasu, który miał poprzedni pies. Korona zamarła, sędziowie zaczęli dyskutować i po naradzie orzekli, że bardziej efektownie oddał aport pies czeski i on wygrywa. Trudno, z orzeczeniami sędziów się nie dyskutuje. Drugie miejsce bardzo mnie wtedy satysfakcjonowało. Teraz bardzo się bałem, czy nie będzie jakiegoś rozstrzelania i różnej interpretacji jego przebiegu.


Ale atmosfera wśród uczestników oczekujących na wyniki była mało radosna w porównaniu z poprzednimi konkursami. Wyczuwałem, że coś jest nie tak. Nie było widać lidera, który swoim zachowaniem wyrażałby zadowolenie. Czekam, rozstrzelania nie ma, prezenty wykładane na stół, myślę: jest dobrze. Przeczucie mnie nie zawiodło. Ogłoszenie wyników: Doda jest najlepsza!


Cały konkurs to perfekcja organizacyjna. Warunki dla pracy psów były maksymalnie trudne. Tylko cztery dyplomy pierwszego stopnia. Tak powinno być, przecież brały udział najlepsze psy z ubiegłego roku. Sędziowanie było bardzo ostre, ale obiektywne, nie było przymykania oka na nawet błahe błędy. Tej klasy konkurs wymagał równego sędziowania. Konkurs zakończony, przyjmujemy liczne gratulacje. 

 

Władysław Hoff
Labrador Retriever Team

 

 

    

 

[powrót]