Relacje

Międzynarodowy Wszechstronny Konkurs Retrieverów z Przyniesieniem, Třeboň w Czechach (Władysław Hoff) - 28.09.2007


MIĘDZYNARODOWY WSZECHSTRONNY KONKURS RETRIEVERÓW Z PRZYNIESIENIEM
Mezinárodní všestranné zkoušky z přinášení retrieverů
28 – 30. 09. 2007 r., Třeboň

 

Tydzień później mieliśmy następny konkurs międzynarodowy. Zostaję przez ten czas w Treboniu, gdyż tam on się odbędzie. Czas pobytu wykorzystuję na zwiedzanie okolicy, udając się między innymi do Krumlova. Przepiękne miasto, zabudową podobne do Pragi. Dzień konkursu prędko się zbliżył. Zgłoszenie psa na ten konkurs wymagało ukończenia konkursów regionalnych. Zbiórka i losowanie numerów startowych odbyło się w piątek, aby w sobotę od samego rana rozpocząć pracę w wyznaczonych grupach. Losuję numer  23 i jest to ostatni numer na liście startowej.

Zaczynamy pracę w polu w grupie sześcioosobowej. Każdy z uczestników przystępując do pierwszej konkurencji melduje swój udział sędziemu. Przychodzi moja kolej na rozpoczęcie pierwszej konkurencji pracy w polu, śledzenie i poszukiwanie zagubionej zwierzyny. Teren znacznie łatwiejszy w porównaniu z poprzednim konkursem, niski porost, pies ma nawet możliwość wzrokowo znaleźć zwierzynę. Konkurs przebiega bez niespodzianek. Ale mnie przydarza się niespodzianka: sędzia rozprowadzający nie przyjmuje mojego zgłoszenia w formie meldunku, tylko każe od razu rozpocząć konkurencję. Trudno. Ale tu już pies łapie za pracę i z posłuszeństwa pierwsze trójki, mimo że nie pracował gorzej od innych. Następna konkurencja to marking wykonany przez Dodę bez zastrzeżeń. Później aport kierunkowy – pies jest w okolicy słupka, wydaję komendę “szukaj“, co jest zgodne z regulaminem i nie było nigdy problemem. Ale tym razem jest inaczej: sędzia orzeka wydawanie tej komendy jako   komendy „aport“, której nie wolno wydawać. Drugi sędzia miał odmienne zdanie, nawet  długo dyskutowali, ale decyzja nie została zmieniona. Za wykonanie konkurencji otrzymujemy cztery, ale z przyniesienia dwie oceny cząstkowe obniżone na trójkę. Praca w polu zakończona, ale po otrzymaniu takich ocen jestem już bez szansy na czołowe miejsce.

Po obiedzie jedziemy nad wodę. Aport kaczki z wody jest pierwszą konkurencją. Zespół sędziowski ten sam co na poprzednim  konkursie. Wszyscy z grupy zaliczają na cztery. Teraz ja. Jesteśmy na stanowisku. Rzut kaczki do wody, strzał, komenda aport i szok - Doda nie wchodzi do wody. Daję kolejne komendy, ale Doda biegając po brzegu nie ma zamiaru wykonać wejścia do wody. W końcu z oporem wchodzi, płynie i przynosi. Ale ocena 1, a to oznacza, że nie mieścimy się w limicie i na tym kończy się nasz udział w konkursie. Przykre, ale tak nieraz na konkursach bywa. Jak wiadomo, nigdy nie wiemy, jaką  niespodziankę może nam sprawić nasz pies.

Zostałem już nad wodą, a pozostali uczestnicy z grupy udali się na pozostałe konkurencje. Zostałem, bo na zakończenie pracy na wodzie czekali myśliwi, którzy przybyli na polowanie na kaczki, gdy kończyliśmy konkurencje wodne. Była okazja zobaczyć przebieg polowania. Nie przeszkadzałem, stojąc na grobli z psem na otoku. Kiedy padły strzały i kaczki spadały na  staw, Doda dostała nawrócenia. Widać, że tylko czekała, bym pozwolił jej popłynąć. Po zakończeniu strzelania pozwolono mi na puszczenie psa do wody. Doda poszła tak,  jak to robiła zawsze, z pasją. Kaczkę zaaportowała, ładnie przyniosła i w siadzie oddała, zyskując uznanie myśliwych. Później, gdy myśliwi opuścili staw, poszliśmy jeszcze w szuwary i tam przeszukując przyniosła zbarczoną kaczkę. Nastąpiła pełna rehabilitacja, ale co zawaliła, to zawaliła.  

     

Władysław Hoff
Labrador Retriever Team

 

[powrót]