Relacje

Relacja z warsztatów pracy psów myśliwskich w Nowym Przybyszewie (Małgorzata Zaorska) - 23.04.2008

 

W dniach 23 – 25 kwietnia 2008 roku w Ośrodku Hodowli Zwierzyny w Nowym Przybyszewie odbyły się Warsztaty Pracy Psów Myśliwskich dla wyżłów, psów myśliwskich małych ras i aporterów. Warsztaty zostały zorganizowane przez Związek Kynologiczny w Polsce Oddział w Radomiu oraz przez Komisję Kynologiczną przy Okręgowej Radzie Łowieckiej w Radomiu. W warsztatach wzięło udział 5 psów z grupy 7 FCI - wyżły (wyżeł weimarski,  wyżeł niemiecki krótkowłosy, wyżeł czeski szorstkowłosy - fousek i dwa setery irlandzkie) i 6 retrieverów. Retrievery reprezentowane były przez pięć psów rasy labrador retriever, w tym przez moją Pumę (PUMA z Cygańskiej Chaty), i jednego przedstawiciela rasy Nova Scotia Duck Tolling Retriever.


Zajęcia prowadzone były przez doświadczonego sędziego kynologicznego i pracy psów myśliwskich Pana Zbigniewa Didocha. Od strony organizacyjnej warsztaty bardzo dobrze przygotował kierownik Sekcji Kynologicznej PZŁ w Radomiu Pan Konrad Mąkosa.


Program warsztatów był bardzo obszerny i obejmował: teoretyczne podstawy pracy i szkolenia psów myśliwskich, metody i warunki szkolenia psa, pokaz szkolenia psa oraz praktyczne szkolenie uczestników, między innymi posłuszeństwo, sprawdzenie reakcji psów na zwierzynę, sprawdzenie skłonności psów do pracy przed i po strzale.


Wszystko zaczęło się od wykładu, który ogólnie dotyczył psów myśliwskich wszystkich ras. Wykład obejmował bardzo szeroki wachlarz zagadnień. Od predyspozycji poszczególnych ras, wyboru szczeniaka, jego socjalizacji, sposobów sprawdzania predyspozycji zachowań łowczych szczeniąt,  poprzez  podatność psa na szkolenie ze względu na jego psychikę, omówienie różnic pomiędzy pasją łowiecką a ciętością,  omówienie metod szkoleniowych, aż do fizjologii ras psów myśliwskich i ich przystosowaniu do zadań w łowisku. Dowiedzieliśmy się na przykład, że w pracy tropowej lepsze osiągnięcia mają psy o długich uszach, gdyż te powodują powstawanie „lokalnego wiatru”, który pomaga w tropieniu.


Po wykładzie zaczęły się zajęcia praktyczne. Na początek poszliśmy nad wodę, gdzie ćwiczyliśmy aport z wody dummika, do którego były przytwierdzone pióra kaczki. Potem przeszliśmy na pole i tam znów aportowanie, tym razem dummy było „ubrane” w skórę królika. Dopiero później, po ćwiczeniach na sztucznych aportach,  rozpoczęły się zajęcia na zwierzynie (szukanie zagubionej zwierzyny i włóczki).


Następny dzień był poświęcony próbom pracy. Poszliśmy nad wodę i tam najpierw było omówienie konkurencji wodnych, które występują na próbach pracy. W końcu nadszedł czas na prawdziwą konkursową konkurencję: aport kaczki z otwartej wody. Nie wszystkie psiaki sobie z nią poradziły. Te, które bez oporu przynosiły kaczkę, miały okazję do wielokrotnego aportowania. Potem wróciliśmy do sztucznego aportu i ćwiczyliśmy aport dummy z szuwarów. Zaczęliśmy od aportowania z bliskich szuwarów, a następnie odległość była za każdym razem zwiększana. Na koniec jeden z menerów rzucił dummik bardzo daleko i w sam środek szuwarów tak, że żadnemu psu nie udało się go odnaleźć. Tu klasę pokazała Fisza, 8-letnia suczka rasy Wyżeł Weimarski Długowłosy należąca do prowadzącego warsztaty, która nie widząc, gdzie spadł aport, odszukała go. Potem poszliśmy na pole, aby spróbować jak nasze psy poradzą sobie z  aportem przepiórki. Psy, które słabo poradziły sobie z tym zadaniem, mogły jeszcze trochę poćwiczyć na gołębiu lub koziołkach z przyczepionymi piórami.


Po obiedzie powrót na pole. Sprawdzano reakcję psów na wylatującą nagle z trawy kuropatwę. Było to ćwiczenia przeznaczone głównie dla wyżłów. Potem przyszła kolej na trochę teorii, a mianowicie omówienie konkurencji lądowych, które występują na próbach pracy. Następnie każdy mógł sprawdzić umiejętności swojego psa przy aporcie z lądu kuropatwy. Na koniec drugiego dnia mogliśmy poćwiczyć włóczkę, tym razem była to włóczka kuropatwy. W przerwie obiadowej w pobliskim lasku została położona ścieżka tropowa, oczywiście dla chętnych.


Trzeci i ostatni już dzień warsztatów był poświęcony konkursom pracy i rozpoczął się od zapoznania psów z żywym bażantem. Prowadzący przypomniał, jak wygląda aport z lądu, a następnie każdy uczestnik szkolenia mógł przećwiczyć aport bażanta. Nowością tego ćwiczenia było to, że odbywało się ono dokładnie tak, jak na konkursie, to znaczy z wcześniejszym strzałem z broni myśliwskiej. Potem przeszliśmy nad wodę i tu znów na początku krótkie przypomnienie o aporcie z wody oraz szczegółowe omówienie kolejnej wodnej konkurencji, a mianowicie aportu z szuwarów. Następnie ćwiczenia praktyczne, czyli aport kaczki z otwartej wody, też taki jak na prawdziwym konkursie, a więc z wcześniejszym strzałem i dla tych co chcieli aport kaczki z szuwarów. Potem powrót na pole i szczegółowe omówienie prawidłowego wykonania następnych lądowych konkurencji, a więc włóczek i markingu. Ponieważ praktyczne ćwiczenia włóczek były już w dniach poprzednich, więc tym razem uczyliśmy się w praktyce, jak wykonywać marking. Na tym nasze warsztaty się zakończyły. Po przerwie obiadowej mogliśmy jeszcze sami poćwiczyć elementy, które nam gorzej wychodziły.


Już na sam koniec Pan Zbigniew Didoch dokonał podsumowania warsztatów oraz udzielił jeszcze cennych wskazówek każdemu właścicielowi psa. Uważam, że takie warsztaty to bardzo cenna inicjatywa dla wszystkich, którzy chcą startować w konkursach pracy psów myśliwskich. Przede wszystkim ogrom przekazanej wiedzy i to od osoby, która jest sędzią na konkursach pracy psów myśliwskich oraz rzecz najcenniejsza, możliwość poćwiczenia na zwierzynie. Dzięki warsztatom w Przybyszewie zrobiłam z moją Pumą kolejny krok na drodze do naszego pierwszego konkursu retrieverów,  na który wybieramy się w tym roku.

 

Małgorzata Zaorska
Labrador Retriever Team
zdjęcia: Karolina Stasiewska i Małgorzata Zaorska

 

 

 

[powrót]