Relacje

Jeden dzień z życia Pandy – biszkoptowej labradorki przygotowującej się do roli psa asystującego (Grzegorz Duda) - 02.06.2008

 

Wtorek Panda (Pandora Alteri Zebra) tradycyjnie spędziła razem ze mną w pracy. Tym razem musiała być, bo mieliśmy dzisiaj w firmie małą sesję zdjęciową. Zdjęcia były robione na potrzeby artykułu, który już wkrótce ukaże się w gazetce dla naszych klientów.

Zanim jednak dotarliśmy do pracy, był spacer do dworca i podróż pociągiem, a potem autobusem. Idąc na dworzec, postanowiłem podnieść Pandzie poprzeczkę. Pomyślałem, że dojdziemy tam bez smakołyków. Jedyną nagrodą za ładne chodzenie przy nodze miały być moje pochwały i głaskanie, czyli tzw. nagrody socjalne. I muszę się przyznać, że zadanie wykonała bardzo dobrze. Do dworca mam pewnie dobry kilometr drogi, a ona raptem dwa razy odeszła mi od nogi. Strasznie się cieszę, że tak sobie dobrze poradziła. Potem podróż zatłoczonym pociągiem i równie zatłoczonym autobusem. Jak na przyszłego assista przystało, tłum ludzi nie wywoływał u Pandy żadnych specjalnych reakcji. Leżała sobie spokojnie, blisko moich nóg.

Tego dnia w pracy miałem spore urwanie głowy. Tutaj jakieś zaległości, tutaj coś trzeba zrobić bardzo szybko, tutaj coś jeszcze, no i nasza sesja. Gdy udało mi się opanować sytuację, a fotograf napstrykał odpowiednią ilość zdjęć, mogliśmy zrobić sobie przerwę. Przerwa, to nic innego, jak poćwiczenie razem z Pandą. No i zamykała po kolei wszystkie szuflady, drzwiczki, drzwi. Podawała mi różne przedmioty: długopis, miskę na wodę (spokojnie, pustą☺ ), wodę w butelce, czy zbierała rozsypane monety. Poćwiczyliśmy też przenoszenie przedmiotu od osoby do osoby. Znalazłem też chwilę czasu na spacer.

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że większość rzeczy robię jak pełnosprawny człowiek, rzeczy, których niepełnosprawny sam nie zrobi lub będzie miał spory problem. Zmieniłem zasady gry.

Siedzę na fotelu, wybieramy się na spacer, proszę Pandę, aby podała mi smycz, która leża na podłodze, jakieś dwa metry ode mnie. Pandzior przynosi, proszę ją zatem, aby wskoczyła mi na kolana. W ten sposób łatwiej zapiąć smycz do obroży. Wstaję i wychodzimy. Myślę sobie, że wózek z Pandą obok nie zawsze da radę zmieścić się w drzwiach. Otwieram drzwi i puszczam blondynkę przodem, po czym proszę, aby poczekała. Po chwili dołączam do niej i teraz proszę ją o zamknięcie drzwi. Panda trącając nosem, zamyka je. Możemy iść na spacer. Po spacerku wracam do pokoju i siadam na fotel. Znowu, hop na kolanka. Trzeba odpiąć smycz. Miska na wodę jest pusta, wysyłam sunię po butelkę wody, a potem po miskę. Przynosi i jedno, i drugie. Nalewam wody i odstawiam miskę. Ja mogę zająć się pracą, Panda ugasiła pragnienie i może spokojnie odpoczywać.

Po pracy pojechaliśmy na zajęcia w psiej szkółce. Tym razem podróżowaliśmy tramwajem i metrem. Panda zachowywała się bezbłędnie. Na zajęciach mogliśmy trochę razem poćwiczyć. Kiedy musiałem zająć się kursantami, Pandy zadaniem było spokojnie leżeć i czekać na kolejne zadanie. I mimo iż wokół niej działy się różne dziwne rzeczy, psica wytrzymywała doskonale.

Po zajęciach wróciliśmy pociągiem do domu. Idąc z dworca, postanowiłem jeszcze raz tego dnia zaryzykować. Odpiąłem smycz z postanowieniem, że drogę powrotną przejdziemy bez smyczy i bez smakołyków oczywiście. I było równie pięknie, jak w drodze na dworzec.

Dzisiejszym dniem Panda po raz kolejny pokazała, że jest już gotowa pomagać osobie niepełnosprawnej. Pewnie już niedługo się rozstaniemy.

 

Grzegorz Duda
Labrador Retriever Team

 
 

 

[powrót]