Relacje

Relacja z wiosennych warsztatów szkoleniowych (6-8 czerwca 2008 r.) - 09.06.2008

 


Wiosenne warsztaty szkoleniowe
członków stowarzyszenia Labrador Retriever Team

6 - 8 czerwca 2008 r. Smolarnia


Pod sztandarem LabTeamu spotkaliśmy się już po raz trzeci. Miejscem warsztatów było urokliwe, znane nam już gospodarstwo agroturystyczne w Smolarni pod Skierniewicami, na terenie Puszczy Bolimowskiej. Nasze labradory miały do swojej dyspozycji duży ogrodzony teren, staw, kilka strumyków, las, pola, towarzystwo koni i owiec, a my – przytulne apartamenty z kominkami, grill, ping pong, bilard oraz stołówkę ze smacznym jedzeniem.

Tematem przewodnim wiosennego spotkania było szkolenie w kierunku myśliwskim. Jeszcze przed warsztatami założyliśmy sobie, że przećwiczymy konkurencje konkursu tropowców i retrieverów i udało nam się ten program wykonać, choć pogoda – aż za dobra – skłaniała raczej do beztroskiego wylegiwania się w cieniu i do pozwolenia naszym psiakom na niekończące się pływanie w stawie oraz brodzenie przy brzegu.

W piątek późnym popołudniem wszyscy zjechali do Smolarni. Po krótkim odpoczynku i zregenerowaniu sił po trudach podróży zabraliśmy się za zakładanie ścieżek tropowych. Zróżnicowaliśmy stopień trudności i długość sfarbowanych ścieżek tak, aby mniej doświadczone psy mogły zakończyć to ćwiczenie sukcesem, a weterani konkursów tropowców też mieli możliwość wykazania się. Chodzenie po lesie z buteką farby i karteczkami do oznaczania ścieżek przerwaliśmy dopiero wtedy, gdy zapadł zmrok. Wieczór spędziliśmy przy grillu, stole bilardowym i pingpongowym, na niekończących się pogaduszkach i biesiadowaniu do białego rana.

W sobotę przywitał nas piękny słoneczny poranek. Od razu po śniadaniu zaczęliśmy z naszymi psami pracę w lesie na ścieżkach tropowych. Zapowiadał się upalny dzień, farba parowała szybko, więc nie było czasu do stracenia. Ustaliliśmy szybko, które psy pójdą na jakie ścieżki. Kierowaliśmy się tutaj umiejętnościami psa oraz trudnością ścieżki. Najmłodsza, będąca u progu swej przygody ze szkoleniem myśliwskim Daisy (Riana Nell z Borowskich Stawów), bardzo dobrze się spisała, po farbie poszła ładnie i stylowo. Pewnie jeszcze w tym sezonie zaprezentuje swoje umiejętności na konkursie. Inne psy również ładnie pracowały i dały swoim przewodnikom wiele satysfakcji. W pamięci zostanie nam najtrudniejsza ścieżka, przechodząca przez dwa rowy z wodą, prowadząca przez gęste jeżyny i zarośla, wymagająca od menera i psa dobrej kondycji, niezbędnej do pokonania kilku zwalonych drzew, oraz fakt, że labradory, które na niej pracowały, bardzo dobrze sobie poradziły.

Po obiedzie nadszedł czas na małą konkursową rywalizację. Konkurencja była jedna – aport z wody – ale za to rozgrywana i oceniana według regulaminu konkursu pracy retrieverów: ze strzałem, na zwierzynie, ze szczególnym zwróceniem uwagi, czy pies rusza na komendę, czy bez wahania podejmuje aport i wraca najkrótszą drogą, czy nie otrzepuje się na brzegu, czy nie wypuszcza zwierzyny z kufy i czy oddaje ją do ręki przewodnika, najlepiej w siadzie. Najlepszy okazał się Tytus (Tytus Banda Midasa), który zdobył maksymalną liczbę punków, czyli 16. Drugą najlepszą punktację – 12 pkt. – otrzymały dwa psy Puma (Puma z Cygańskiej Chaty) oraz Obi (Obi van Kenobi Zandalle). I tutaj zrobiliśmy odstępstwo od regulaminowej zasady, że młodszy pies zajmuje wyższą lokatę od starszego, ponieważ seniorka Obisia ma już jedenaście lat, a mimo to jest nadal w tak dobrej kondycji.

Kolejnym punktem naszych warsztatów szkoleniowych była pogadanka z p. Miłoszem Powązką, łowczym koła łowieckiego Łoś w Skierniewicach, a prywatnie właścicielem dwóch labradorów. P. Miłosz opowiadał nam o tym, co robią myśliwi poza polowaniem, ciekawie mówił o tradycjach myśliwskich, o zasadach polowania z psami, o specyfice skierniewickich łowisk oraz o akcjach edukacyjnych prowadzonych przez myśliwych. Poruszyliśmy także problem kłusujących bezpańskich psów, respektowania żywej zwierzyny oraz mówiliśmy o tym, jak powinien zachowywać się w lesie odpowiedzialny właściciel psa, z którym udaje się na spacer. Następnie skorzystaliśmy z obecności i uprzejmości p. Miłosza i przeprowadziliśmy kolejną sesję ćwiczeniową: odłożenie ze strzałem z broni myśliwskiej oraz aporty bażanta z lądu. Po tym intensywnym dniu długo jeszcze rozmawialiśmy przy grillu, dzieliliśmy się wrażeniami z ćwiczeń i sukcesami naszych psów.

W niedzielę po śniadaniu zorganizowaliśmy luźne ćwiczenia, przede wszystkim aporty zwierzyny z wody i z lądu ze strzałem z pistoletu hukowego, odłożenie, włóczki. Przy tym towarzyskim rozmowom nie było końca, bo następne spotkanie stowarzyszenia dopiero na początku jesieni, choć w międzyczasie spotkamy się zapewne na kilku konkursach myśliwskich w różnych częściach Polski. Po obiedzie rozjechaliśmy się do domów – my zadowoleni z pożytecznie spędzonego czasu na łonie natury w sympatycznym towarzystwie osób, których łączy ta sama pasja, a nasze labradory – przyjemnie zmęczone ćwiczeniami, pogoniami za piłeczką, wspólną zabawą, moczeniem się wodzie oraz wygrzewaniem się w promieniach ciepłego słońca.

 

Ewelina Marczak
Labrador Retriever Team

 

 

[powrót]