Relacje

Próby Pracy Retrieverów - wiadomości ogólne, osobiste przemyślenia i relacja z Przybyszewa (Andrzej Kiljański) - 26.04.2008

 

Próby Pracy Retrieverów

wiadomości ogólne, osobiste przemyślenia i relacja z Przybyszewa

 

Regulaminy prób i konkursów pracy psów myśliwskich Polskiego Związku Łowieckiego dzielą konkursy retrieverów na trzy kategorie o różnym stopniu trudności (A, B i C).  Według tych regulaminów konkurs retrieverów kategorii A to próby pracy dla młodych psów w wieku od 9 do 24 miesiący. Dyplom zdobyty w konkursie tej kategorii nie może być podstawą do przyznania wniosku CPC ani do wystawiania psa w klasie użytkowej na wystawach. W oficjalnym kalendarzu imprez kynologicznych Polskiego Związku Łowieckiego konkursy retrieverów kategorii A zakwalifikowane są do prób pracy psów myśliwskich. I chociaż zdarza się, że w próbach pracy retrieverów startują psy z dyplomami użytkowości myśliwskiej zdobytymi wcześniej w konkursach retrieverów wyższej kategorii, to konkursy retrieverów kategorii A należy jednak traktować przede wszystkim jako próby pracy, czyli jako sposób na ocenę wrodzonych przymiotów psa w warunkach najbardziej zbliżonych do prawdziwego polowania.

Wszelkie próby pracy psów myśliwskich są również doskonałą okazją dla młodego psa do zapoznania się z atmosferą konkursów myśliwskich i elementem treningu przed startami w prawdziwych konkursach wyższej kategorii. Ten element zapoznania się z konkursową atmosferą w takim samym stopniu co psa dotyczy również niedoświadczonego menera. Każdemu, kto planuje start ze swoim psem w konkursie retrieverów, a wcześniej nigdy nie miał okazji brać udziału w takich zawodach, gorąco polecam udział w próbach polowych dla młodych retrieverów. Trudno przecenić doświadczenie, jakie może tam zdobyć para - mener plus pies.

Zainteresowanie konkursami myśliwskimi zawdzięczam swoim labradorom i sięga ono przełomu 2001/2002 roku. Jednak dopiero w 2004 roku zacząłem poważnie myśleć o starcie w konkursie retrieverów i szykować do tego moją sukę Lolę (FAJNA LOLA HZ). Jej tragiczna śmierć w wieku zaledwie 25 miesięcy, w czerwcu 2006 roku, na dwa miesiące przed rozpoczęciem sezonu konkursów retrieverów spowodowała, że marzenia o zdobyciu dyplomu użytkowości myśliwskiej w konkursie retrieverów z psem wyszkolonym tylko przeze mnie, niepolującego, zupełnego amatora, musiałem odłożyć na później.

Następczyniami mojej niezapomnianej i wspaniałej Loli zostały Tola (TARANTULA HZ) i o dwa miesiące młodsza Vanilka (VANILLA ICE HZ). Z wielu względów, głównie z powodu  mojego amatorskiego podejścia do szkolenia i zupełnie dla mnie nowych problemów, jakie napotkałem, szkoląc obie moje suki, nie udało mi się ich przygotować do startu w konkursie w pierwszym roku, czyli w sezonie 2007.

Nadszedł rok 2008. Próby Polowe Wyżłów i Retrieverów w Przybyszewie, zorganizowane przez Zarząd Okręgowy PZŁ w Radomiu w dniu 26 kwietnia, były świetną okazją do zweryfikowania w warunkach konkursowych umiejętności mojej młodszej suki Vanilki i moich jako menera. Urodzona 29 marca Tola niestety nie mogła już wziąć udziału w tych próbach pracy dla młodych retrtieverów ze względu na przekroczony o niespełna miesiąc limit wieku.

Nie będę szczegółowo opisywał przebiegu całego konkursu, bo specjalnie nie ma o czym pisać. Trzy konkurencje rozgrywane podczas prób pracy dla młodych retrieverów: aport kaczki z wody, aport pióra z lądu (w Przybyszewie był to aport kuropatwy) i posłuszeństwo, składające się z chodzenia przy nodze bez smyczy, przychodzenia do nogi i pozostawania na miejscu ze strzałem, dla labradora to najwyżej kilkanaście minut pracy. Reszta czasu spędzonego na konkursie to oczekiwanie na start. W Przybyszewie to oczekiwanie było dosyć długie, bo przed trzema menerami startującymi z czterema labradorami w próbach dla retrieverów startowały tam w swoich próbach polowych młode wyżły, które nie zawsze i nie wszystkie wchodziły do wody po aport tak chętnie i szybko jak labradory. Z pełnymi wynikami, rozgrywanych w Przybyszewie pod Radomiem prób pracy retrieverów, można się zapoznać na stronach serwisu laboteka. Pod tym samym adresem można obejrzeć zdjęcia i filmy z konkursu.

 

Ja chciałbym skupić się na przyczynach słabego, do dzisiaj budzącego moje zawstydzenie i zażenowanie, występu Vanilki. I nie chodzi mi tu o to, że zajęliśmy ostatnie, czwarte miejsce z dyplomem II stopnia, bo taki wynik wziąłbym przed konkursem w ciemno, ale o styl, w jakim ten dyplom II stopnia uzyskaliśmy.

Prawdę mówiąc, na swój pierwszy dyplom użytkowości myśliwskiej Vanilka zapracowała tylko i wyłącznie swoimi przymiotami wrodzonymi, typowymi dla rasy Labrador Retriever, natomiast umiejętności nabytych podczas szkolenia nie zademonstrowała, co niestety nie przynosi mi chwały jako menerowi. Nawet to, że oddała mi oba aporty w siadzie, co nieco poprawiło obraz jej pracy, nie jest moją zasługą, ale czymś, z czym się Vanilka urodziła. Jeszcze u swojej hodowczyni, jako kilkutygodniowy szczeniak, biegając za aportami zrobionymi ze zmiętej w kulkę kartki papieru, Vanilka przynosiła je i oddawała w siadzie.  

Stwierdzenie, że każdy pies jest inny, to taka banalna, wyświechtana opinia, która jednak jest prawdą absolutną. Vanilki nigdy nie musiałem uczyć oddawania aportu w siadzie, za to bardzo długo nie mogłem sobie poradzić z otrząsaniem się po wyjściu z wody. Dopiero dzisiaj, kiedy piszę te słowa, prawie dwa miesiące po próbach w Przybyszewie, mogę powiedzieć, że problem opanowałem, przynajmniej w przypadku pracy na sztucznych aportach. Lola urodziła się z inną umiejętnością. Ona nie otrząsała się po wyjściu z wody, zanim nie oddała mi aportu. Po wyjściu z wody mogła przejść nawet 50 metrów i nie otrząsnęła się, aż do momentu odebrania aportu. Za to Toli natura dała nadzwyczajną miękkość chwytu, podobnie jak mojemu pierwszemu labradorowi Guido. Ulubioną zabawą Toli, która ze wszystkich moich labradorów ma największą pasję myśliwską, jest polowanie na żaby i noszenie ich w kufie. Dopóki żaba jest w kufie Toli, jej życiu nic nie grozi. Jeśli bezwładnie zwisającymi z kufy Toli nogami udającej trupa żaby zainteresuje się Vanilka, muszę interweniować, żeby żabie uratować życie, bo Vanilka nie rozumie, że żywa żaba to nie guma do żucia i nie da się jej rozciągać w nieskończoność. I w tym właśnie tkwi cała przyczyna słabego występu Vanilki w Przybyszewie.

Wszystko to, co Vanilka robi prawidłowo i stylowo na sztucznych aportach, bierze w łeb, kiedy zaczyna się praca na zwierzynie. Przyczyna tego, jak sądzę, jest złożona. Z jednej strony jest nią brak bezwzględnego posłuszeństwa, z drugiej - zbyt mała i rzadka ilość treningu na zwierzynie dla takiego psa, jakim jest Vanilka. Są psy, którym wszystko jedno, co aportują. Aport to aport, bez różnicy, czy jest to dummy, kaczka, bażant czy stary kalosz. Jednak bardzo często się zdarza, że psy doskonale sobie radzące ze sztucznymi aportami, kiedy poczują w kufie prawdziwą, ciepłą zwierzynę, zapominają o wszystkich swoich umiejętnościach. Wtedy mogą się zdarzać zerwane aporty, niechętny powrót z aportem do menera, memłanie zwierzyny i inne błędy. Vanilka należy do takich psów, które pracując na zwierzynie, zbyt mocno się nakręcają. I nad tym muszę z Vanilką pracować.

Udział w próbach pracy młodych retrieverów w Przybyszewie był dla mnie kapitalną lekcją przed zbliżającymi się tegorocznymi konkursami retrieverów. Lekcją, na której byłem pilnym uczniem i która bardzo dużo mi dała. Mam nadzieję, że wystarczy mi wiedzy, czasu i zapału do tego, żeby do tegorocznych konkursów retrieverów przygotować obie moje suki.

Pisząc o próbach polowych dla wyżłów i retrieverów w Przybyszewie, trudno nie wspomnieć o organizatorach i komisji sędziowskiej, którym chciałbym serdecznie podziękować za w pełni profesjonalne przygotowanie zawodów, sprawne ich przeprowadzenie i za to, co jest charakterystyczne dla wszystkich konkursów myśliwskich, czyli za wspaniałą atmosferę, w jakiej konkurs się odbył.

 

Andrzej Kiljański
Labrador Retriever Team

 

 

 

[powrót]