Relacje

Międzynarodowy Konkurs Pracy Retrieverów, Czechy, Treboń (Władysław Hoff) - 14.07.2008

 

MIĘDZYNARODOWY KONKURS PRACY RETRIEVERÓW Z PRZYNIESIENIEM

CZECHY, TREBOŃ, 13-14 VI 2008 R.


Sezon konkursów w 2008 roku rozpoczęliśmy od konkursu pracy retrieverów w Czechach. Pierwszy międzynarodowy konkurs retrieverów to konkurs z przyniesieniem ZPR, organizowany przez klub KCHLS w uroczej miejscowości Treboń. Zgłosiłem moją Dodę i 13 czerwca wieczorem byliśmy już na odprawie i losowaniu  numerów startowych, aby następnego dnia rozpocząć konkurencje. W sumie zgłoszono 18 psów.

Wylosowałem szósty numer i znalazłem się w pierwszej grupie. W pierwszym dniu mieliśmy pole i wodę. Byłem ostatni w mojej grupie, w związku z tym zawsze kończyłem daną konkurencję i miałem możliwość zobaczenia, jak pracują psy innych uczestników w grupie.

Z konkurencji na polu Doda wychodzi najlepiej w grupie – jest jedynym psem, który nie traci punktów, a było gdzie je zgubić. Pierwsza konkurencja to aport kierunkowy i już na początku przeszedł mnie dreszczyk emocji, gdyż Doda wysłana we wskazanym kierunku zmienia go, gwizdkiem została jednak szybko skorygowana i już dalej biegnie prawidłowo do miejsca, gdzie znajduje się bażant. Wysłana po drugiego bażanta w drugim kierunku wykonuje pracę bez zastrzeżeń. Zgodnie z czeskim regulaminem jeśli pies przyniesie aport inny niż wskazany, otrzymuje niższą ocenę z posłuszeństwa.

Następna konkurencja to marking. Odległość 50 metrów, ptak jest miotany w bok i pada strzał. Pies wysyłany jest po 10 sekundach i powinien bezbłędnie trafić do miejsca upadku bażanta. Trzy psy z grupy minęły go z boku i poszukiwały górnym wiatrem; dostały obniżoną ocenę. Trawa była na tyle wysoka, by pies nie był w stanie zobaczyć, gdzie leży bażant, a zapamiętał miejsce upadku. Doda wystartowała ostro, ale pięć metrów przed miejscem, gdzie znajdował się bażant, zwolniła i spokojnie trafiła do miejsca upadku. Teraz tylko aport i konkurencja zaliczona na maksymalną liczbę punktów. Zostaje nam jeszcze włóczka, ale to już mamy wypracowane. Odległość 200 metrów z jednym załamaniem pod kątem prostym. Wskazane jest, aby pies ładnie to załamanie wypracował, ale jak przeleci i sam się naprowadzi, to też jest dobrze. Doda włóczkę wykonuje bezbłędnie, kończymy pole i idziemy na obiad.

Po posiłku i krótkim odpoczynku udajemy się nad wodę. Aport kaczki z wody rozpoczyna konkurencje wodne. Pies oczekuje na stanowisku, pada strzał i kaczka jest miotana na wodę. W drugiej konkurencji  pies nie widzi miotanych dwóch kaczek w różnych kierunkach na wodę. Po przyjściu na stanowisko sędzia wskazuje, która ma być przyniesiona pierwsza. Tu wolno psu wydawać komendy i nim kierować. Obie konkurencje wodne Doda wykonuje perfekcyjnie. Teraz zostały już tylko szuwary. Pierwszy pies nie znajduje, drugi mieści się w czasie 9-10 minut i otrzymuje ocenę 1, która daje jedynie dyplom trzeciego stopnia. Pozostałe trzy psy mieszczą się w limicie 5 minut. Kolej na nas. Idziemy na stanowisko, sędziowie każą wysłać psa. Pada komenda „hledaj“ ze wskazaniem kierunku szukania. Należy zaznaczyć, że pies nie widzi, gdzie została rzucona kaczka, a zgodnie z regulaminem leży gdzieś w odległości 50 kroków wzdłuż szuwar od nas i 5 metrów od   brzegu. Przewodnik musi pozostać na miejscu. Po wysłaniu Doda biegnie kilka metrów wzdłuż szuwar i w pewnym momencie skręca w szuwary i je przeszukuje. Znajduje i przynosi; czas rewelacyjny - 1 minuta.

Sobotnie konkurencje kończy zachowanie się psa na stanowisku. Psy ustawione są co 20 metrów na dukcie leśnym, przy co drugim psie stoi sędzia, pomiędzy nimi są jeszcze strzelcy. W lesie idzie naganka. Tylko dwa psy są na otoku i one mają obniżoną ocenę. Doda pracuje bez niespodzianek. Pierwszy dzień zakończony. Wieczorem otrzymuję wyniki wszystkich uczestników. Z pola i z wody z dwóch grup dwa psy są bez straty punktów, w tym Doda. Z konkurencji w lesie są cztery psy z maksymalnymi ocenami, a więc tylko już sześć psów liczy się do zdobycia maksymalnej ilości punktów.

Drugiego dnia idziemy do lasu. Pierwsza konkurencja to poszukiwanie dwóch królików w młodym, gęstym i niskim jodłowym zagajniku o powierzchni około 50 na 50 metrów. Widać, że psy mają tę dość trudną konkurencję opanowaną. Jeden tylko zakończył z czasem powyżej 5 minut i z oceną na trójkę. Jeszcze chodzenie z psem na otoku wzdłuż duktu 50 metrów i powrót luzem. Mały las mamy ukończony. Została nam włóczka królika w lesie i odłożenie. Włóczkę 200 metrów wykonuje jeden sędzia, a drugi zostaje na początku stanowiska. Słychać sygnał, że można rozpocząć konkurencję. Idziemy na stanowisko,   naprowadzam i wypuszczam Dodę w wyznaczonym kierunku. Poszła w swoim  ekspresowym biegu, na początku lekko zboczyła na bok, ale już 20 metrów dalej była na śladzie. Kierunek włóczki widać po zaznaczeniach farbą na drzewach. Mija półtorej minuty i słychać sygnał - to oznacza, że pies był i już wraca. Teraz tylko powrót i oddanie aportu. Konkurencja bez niespodzianki. Zostało już tylko odłożenie, pies pozostaje pięć minut sam na stanowisku. Ta konkurencja kończy zawody naszej grupy. Udajemy się na obiad i oczekujemy na wyniki.  Okazało się, że cztery psy mają maksymalną liczbę punktów.

Na początku konkursu główny sędzia poinformował, że w przypadku równej ilości punktów w dogrywce będzie odszukiwanie królików w wyznaczonym w lesie obszarze 50 na 50 metrów, a wygrywa pies, który będzie miał najlepszy czas poszukiwania. Losujemy numery z kapelusza, ja startuję jako trzeci. Oczywiście wyznaczony kwadrat lasu jest tak gęsty, że kiedy pies tam wejdzie to tylko zostaje menerowi spokojnie czekać i mieć zaufanie do psa. Jest to już mój drugi konkurs, kiedy biorę udział w dogrywce. Po poprzednim został mi niesmak po nieobiektywnej decyzji sędziów, ale teraz nie miałem żadnych zastrzeżeń do sędziowania.

W ostatecznej klasyfikacji zajmuję trzecie miejsce i drugi raz dostaję res. CACT. Dodam jeszcze, że Doda w ubiegłym roku uzyskała Championat Pracy Czech, a ja już jestem członkiem klubu KCHLS i miło mi, jak słyszę pozytywne zdania o wyszkoleniu mojego psa. Zdobywając maksymalną liczbę punktów potwierdziłem, że wygranie ubiegłorocznego wszechstronnego konkursu dla najlepszych retrieverów w Czechach nie było przypadkiem. Dodam jeszcze, że dobrze wyszkolony pies mający osiągnięcia na konkursach, to pewna i sprawna praca w łowisku,  o  czym  mogli  przekonać  się  koledzy, którzy zaprosili  mnie  na  polowania na kaczki i bażanty.

 

Władysław Hoff
Labrador Retriever Team

 

[powrót]