Relacje

Relacja z II Międzynarodowego Konkursu Retrieverów, Hrotovice, Czechy (Władysław Hoff) - 21.10.2008

 

II MIĘDZYNARODOWY KONKURS RETRIEVERÓW

Hrotovice, Czechy

3 – 5 października 2008 r.


Międzynarodowy wszechstronny konkurs retrieverów w Hrotovicach ma najwyższą rangę. Jest to prestiżowy konkurs organizowany wspólnie przez Czeski Klub Retrievera i Klub chovatelů loveckých slídičů (KCHLS). Uczestnikami mogą być tylko psy, które w ubiegłorocznych konkursach zdobyły nominacje do uczestnictwa w tym konkursie. Ja jechałem bronić pucharu przechodniego, który w ubiegłym roku zdobyłem. Wiedziałem, że będzie ciężko, ale chciałem spróbować.

Uroczyste rozpoczęcie konkursu miało miejsce na dziedzińcu zamkowym w Hrotovicach. Tak jak w ubiegłym roku odbyło się bardzo uroczyście, z powitaniem po kolei wszystkich uczestników. Mnie przedstawiono na końcu, ponieważ występowałem jako ubiegłoroczny zwycięzca. Zostałem bardzo serdecznie powitany przez organizatorów, uczestników i licznych kibiców. Było mi bardzo miło.

Wylosowałem numer jeden i znalazłem się w pierwszej czteroosobowej grupie. W sumie w konkursie brało udział szesnastu zawodników podzielonych na cztery grupy. Moja grupa zaczyna od pola. Ja zawsze startuję jako pierwszy. Dobrze, że już bardzo dobrze znam przebieg konkurencji i nie mam problemu z ich wykonaniem. Na polu tracę jednak pierwsze punkty. Z posłuszeństwa otrzymuję pierwszą trójkę, gdyż Doda w ramach szukania zagubionej zwierzyny (w prostokącie 50 na 30 m, bażant i królik) raczyła pospacerować sobie do sędziego. Pan sędzia, tak jak u nas na włóczce, schował się w odległości 30 m, ale za nos dostała czwórkę. Jeszcze jedna trójeczka z przyniesienia bażantów, to jest jej najsłabszy punkt. Zanim go weźmie, to nosem układa sobie, aby było najwygodniej wziąć do kufy. Są to minimalne poprawki, u nas nie zwraca się na to żadnej uwagi, a tam już mamy obniżoną ocenę.

Po południu idziemy na wodę. Pierwsze są szuwary, a ja jako pierwszy startujący nie widzę, gdzie była rzucona kaczka. Pozostali uczestnicy z grupy, stojąc na przeciwległym brzegu stawu mieli szczęście to widzieć. Dodatkowo sędzia nie pozwala mi zejść z grobli bliżej szuwarów, a krzaki całkowicie zasłaniają mi widok na szuwary. Kontaktu wzrokowego z psem nie mam i w związku z tym nie mam możliwości kierowania Dodą. Czas na czwórkę przekraczamy, ale mieścimy się w w czasie na trójkę. Reszta konkurencji na wodzie idzie nam bardzo dobrze. Pierwszy dzień konkursowych zmagań kończymy z trzema trójkami, zajmując pozycję w okolicy piątego miejsca. Pogrom miały grupy, które startowały w lesie. Z dwóch grup, czyli na osiem psów, siedem dostało jedynki, a jeden trójkę. Było to na najtrudniejszej konkurencji, czyli szukaniu dwóch królików w kwadracie 50 na 50 m w lesie dodatkowo zarośniętym wysoką trawą. My las mamy następnego dnia. A wieczorem czeka nas uroczysta kolacja. Oczywiście jest kapela, loteria fantowa, do wygrania są nawet świeżo zestrzelone kaczki i dwa 25 kg worki owsa. Zabawa znakomita.

Na drugi dzień w niedzielę mamy las. Zaczynamy od ścieżki tropowej. W mojej czteroosobowej grupie są trzy oznajmiacze, okazało się później, że była to najsilniejsza grupa. Z mojej grupy oznajmianie wykonuje jednak tylko Doda, pozostałe dwa psy mijają łoże i muszą do końca pracować na otoku, przez co mają obniżoną ocenę. A tak naprawdę Doda ma do wykonania dwie ścieżki tropowe, z uwagi na nieporozumienie między sędziami. Po znalezieniu łoża i zaznaczeniu go Doda zostaje wysłana. Po czasie wraca, niosąc kołeczek w kufie, ale sygnału dźwiękowego, że pies był u zwierzyny, nie było. Sędzia powtórnie każe wysłać psa. Doda idzie drugi raz i sytuacja powtarza się. Ja jestem załamany, bo takiego oznajmiania bez obecności u zwierzyny nigdy nie wykonała. Sędzia każe wziąć psa na otok i kontynuować pracę na ścieżce. Doda podejmuje trop i idzie tą samą trasą, jaką szła poprzednio. Idziemy dalej i pies dochodzi bezbłędnie do zwierzyny. Okazuje się, że sędzia przy zwierzynie psa widział, ale myślał, że nie musi sygnałem trąbki potwierdzać tego faktu. W każdym razie konkurencja nie zostaje zaliczona i Doda musi wykonać jeszcze jedną ścieżkę tropową.

Po południu nasza grupa ma ten nieszczęśliwy kwadrat. Tu jednak Doda pokazuje swoją klasę i wykonuje tę konkurencję w najkrótszym czasie z wszystkich psów biorących udział w konkursie, oczywiście z oceną cztery. Las kończymy jeszcze włóczką królika i konkurencjami z posłuszeństwa. Z konkurencji w lesie Doda jest najlepsza i otrzymuje puchar dla najlepszego psa w lesie. Po pierwszym dniu i trzech trójkach z pucharem przechodnim już się pożegnałem. Teraz - po lesie - nadzieje wróciły, tym bardziej, że na oznajmianiu odrobiliśmy dwie trójki. Z mojej grupy Doda jest najlepsza. Wracamy do sekretariatu i oczekując na wyniki zasięgam informacji o drugiej grupie. Najlepszy pies ma dwie trójki, a więc wygrana powinna być nasza i puchar powinien zostać u nas.

Na oficjalnym uroczystym ogłoszeniu wyników okazuje się, że Doda i tym razem jest najlepsza. Szczęśliwi i zadowoleni otrzymujemy pozostałe cztery puchary: za wygrany konkurs, za CACT, za CAC i za najlepszy las. Czesi już mnie nawet polubili i sędziowie osobiście przyszli mi pogratulować. Było mi bardzo miło, gdyż atmosfera aktualnie jest inna w porównaniu z pierwszymi konkursami. Dziękując im, zapewniłem, że w następnym roku też się zobaczymy, a z kalendarza konkursów na 2009 rok mam już wybranych osiem konkursów międzynarodowych w Czechach.

 

Władysław Hoff
Labrador Retriever Team

 

Zdjęcia pochodzą ze strony http://kchls.cz/zkousky/2008/20081005_msr_trebic/album/index.html

 

[powrót]