Relacje

V Międzynarodowy Konkurs Pracy Retrieverów im. dr. Zdzisława Klejnotowskiego, Czerniejewo, ZO PZŁ Poznań (Andrzej Kiljański) - 28.10.2008

 

V MIĘDZYNARODOWY KONKURS PRACY RETRIEVERÓW

CZERNIEJEWO, ZO PZŁ POZNAŃ

18 października 2008 r.


Tegoroczny, V Międzynarodowy Konkurs Pracy Retrieverów im. dr. Zdzisława Klejnotowskiego w Czerniejewie koło Poznania, był trzecim konkursem pracy retrieverów, w którym startowałem z moją Tolą (TARANTULA HZ). Niestety, również z Czerniejewa wróciliśmy na tarczy. Mam nadzieję, że występem w Czerniejewie Tola wyczerpała już limit możliwych kombinacji wyzerowania jednej konkurencji.

Zaczęło się od konkursu w Malanowie, gdzie pewnie idąc na dyplom II stopnia, z jedną "2" z markingu, z resztą samych "4", Tola wyzerowała ostatnią konkurencję, czyli włóczkę bażanta. W Zatorze koło Krakowa, podczas krajowego konkursu pracy retrieverów, zaczęła od "0" i znowu była to włóczka bażanta. Po tym falstarcie wycofałem ją wtedy z konkursu, żeby skupić się na starcie z moją drugą suką (VANILLA ICE HZ), która szczęśliwie ukończyła z dyplomem ten niełatwy, rozgrywany w nieustannie padającym deszczu,  konkurs. W Czerniejewie Tola zaczęła dobrze, skończyła konkurs jeszcze lepiej, ale "0" przytrafiło się jej w środku konkursu, podczas konkurencji "aport z szuwarów".  Żal tego "0" za aport z szuwarów jest tym większy, że z tą jedną wyzerowaną konkurencją Tola zdobyła w całym konkursie 113 punktów, co było tego dnia czwartym najlepszym wynikiem.

Konkurs w Czerniejewie zaczął się od trzech konkurencji z posłuszeństwa. Mieliśmy trzeci numer startowy. Przed nami jest Patrycja z Vegą (LA GUARDIA HZ) z LabTeamu i kolega Marek Rogoż z FCRem Całką, który ma kłopoty w konkurencji "przywołanie", gdzie traci dwa punkty. Wyraźnie widać, że psy pracujące w konkurencji "posłuszeństwo" mają problemy. Są podniecone, cały czas węszą, a wysyłane do przodu w konkurencji "przywołanie" okładają pole i wyraźnie czegoś szukają. Sprawa wyjaśniła się podczas startu zawodnika z numerem cztery. Z lasku sąsiadującego z łąką, na której rozgrywane było posłuszeństwo, wyszła sarna, wolnym krokiem przeszła przez aleję parkową i zniknęła w dalszej jego części. Kiedy meldowałem sędziemu gotowość do startu w konkurencji "chodzenie przy nodze", jeszcze o sarnie nie wiedziałem. Domyślałem się tylko, że na łące muszą być jakieś świeże ślady zwierzyny, bo Tolka, która zwykle chodzi przy nodze bardzo ładnie, w Czerniejewie była podczas tej konkurencji na granicy wyjścia z ręki. Cały czas mocno węszyła dolnym wiatrem i odchodziła mi od nogi, zmuszając mnie do dawania jej komend korygujących. Nie wyglądało to najlepiej i ocenę "3" przyjąłem z dużą radością, bo wydawała mi się i tak trochę na wyrost.

Następna konkurencja to "przywołanie". Na polecenie sędziego pies wysyłany jest do przodu, a następnie również na polecenie sędziego przywoływany. Podniecona świeżym zapachem sarny Tola, wysłana komendą "naprzód", wystrzeliła jak z procy i w ekspresowym tempie zaczęła okładać pole, zbliżając się na niebezpieczną odległość do ruchliwej drogi. Sędzia, który widział tę sytuację, polecił mi Tolkę przywołać. Zaniepokojony nawet nie sięgnąłem po gwizdek, bo mogło być za późno, ryknąłem tylko "Tola wróć", a ona zawróciła w miejscu i galopem, w prostej linii wróciła do mnie. Za przywołanie ocena oczywiście maksymalna, czyli "4". W konkurencji "posłuszeństwo" pozostało nam "pozostawanie w miejscu ze strzałem". Tym razem Tola nie zaserwowała mi żadnej niespodzianki - ocena "4", czyli zgodnie z oczekiwaniami. Posłuszeństwo mieliśmy za sobą i chociaż straciliśmy jeden punkt na chodzeniu przy nodze, to i tak byłem zadowolony. Inne psy potraciły na posłuszeństwie więcej, a wszystko przez sarnę spacerowiczkę.

Prawdziwe emocje i adrenalina zaczęły się w następnej konkurencji, czyli w aporcie ptaka z lądu. Konkurs pracy w Czerniejewie to konkurs rangi międzynarodowej. Na konkursach międzynarodowych aporty z lądu i z wody rozgrywa się na żywej zwierzynie. Pomocnicy wypuszczają bażanta (na wodzie jest to kaczka), strzelcy strzelają do ptaka, pies ma siedzieć przy nodze menera i dopiero na jego komendę ma iść po strzeloną zwierzynę. Zdarza się, że zbarczony bażant spada na ziemię i zaczyna uciekać, zdarza się, że pies musi podjąć jeszcze żywego ptaka i przynieść go swojemu przewodnikowi. Czy Tola podejmie żywego bażanta? Ponadto, a właściwie przede wszystkim, pies nie może zerwać aportu (ruszyć po aport bez komendy menera), co jest poważnym błędem w regulaminie konkursu retrieverów. W Czerniejewie dodatkową atrakcją rozgrywanego aportu z lądu było to, że psy startowały parami: dwaj przewodnicy z psami; psy oczywiście luzem, bez obroży i smyczy. Jeden pies startuje w konkurencji, drugi jako rezerwowy siedzi przy przewodniku i obserwuje pracę pierwszego. Jeśli pierwszy pies nie podejmie aportu, wysyłany jest drugi. Oczywiście żaden pies nie może zerwać aportu, bo jest to duża strata punktów. My z Tolą z numerem trzecim zaczynamy jako "rezerwowi" dla Marka Rogoża i jego Całki. Pomocnicy wypuszczają bażanta, padają strzały, zbarczony bażant spada na ziemię. Nie patrzę na pracę Całki, tylko cały czas na Tolę i modlę się, żeby nie zerwała przy strzałach. Uff, nie zerwała, mamy połowę sukcesu. Po Całce przyszła kolej na aport Toli. Stajemy na stanowisku, leci bażant, padają strzały, zbarczony, żywy bażant spada na ziemię. Tola wytrzymała, siedzi w miarę spokojnie przy nodze. Przytrzymałem ją jeszcze jakieś 15-20 sekund, żeby ładnie zaznaczyć spokój psa na stanowisku. W końcu wysłałem ją komendą "aport" pełen czarnych myśli, że nie podejmie trzepoczącego się bażanta. Tola ruszyła bez wahania, w prostej linii doszła do bażanta i ku mojej radości bez większego ociągania podjęła ruszającego się jeszcze ptaka. W drodze powrotnej postanowiła przejść obok strzelców, dlatego powrót nie wyszedł jej idealnie w linii prostej do mnie. Co gorsze, od urodzenia mająca bardzo delikatny uchwyt Tola, musiała położyć sobie dużego bażanta i poprawić trzymanie. Oddanie odbyło się bez niespodzianek, pewnie, w siadzie. Propozycja sędziego - ocena "2". Jednak sędzia główny zaproponował, żeby uznać położenie ptaka na ziemi w celu poprawy chwytu ruszającego się jeszcze w kufie żywego bażanta za mały błąd. Chciał w ten sposób promować piękne wytrzymanie i spokój na stanowisku. Dostaliśmy "3".

Następne konkurencje to tak zwana "woda", czyli "aport z wody" i "aport z szuwarów". Zaczęliśmy od aportu z wody. Tutaj podobnie jak na aporcie z lądu, strzelana jest żywa zwierzyna. Mamy więcej szczęścia niż na aporcie z lądu, bo dobrze strzelona kaczka martwa spada do wody. Rozochocony świetnym wytrzymaniem Toli na aporcie z lądu próbuję i tutaj wyraźnie zaznaczyć wytrzymanie. Nie wiem dlaczego, ale aporty spadające do wody bardziej emocjonują psa, a może tylko moje psy, i próba długiego wytrzymania o mały włos nie kończy się zerwanym aportem. Daję komendę "aport" właściwie równocześnie ze startem Toli po kaczkę. Cała reszta aportu idealna, łącznie z klasycznym oddaniem w siadzie. Ocena maksymalna "4". Przechodzimy na szuwary. Kiedy zobaczyłem szuwary w Czerniejewie, wiedziałem, że to są bardzo trudne szuwary, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że Tola może nie wyciągnąć z nich miotanej przez pomocników kaczki. W Malanowie szuwary nie były łatwiejsze. Tam miotano kaczkę w jedno miejsce dziewiętnastu psom w taki sposób, że psy praktycznie nie miały szansy widzieć miejsca jej upadku. Do tego kaczkę miotano dużo dalej niż w Czerniejewie. W Malanowie Tola poradziła sobie z pracą w szuwarach bardzo szybko. W ciągu kilkunastu, może kilkudziesięciu sekund była przy mnie z kaczką, którą oddała mi pięknie w siadzie.  Dlatego kiedy po znowu pięknym wytrzymaniu, wysłałem Tolę po aport w Czerniejewie, nie spodziewałem się takiego zakończenia tej konkurencji. Tola długo nie wychodziła z szuwarów i kiedy w końcu najpierw usłyszałem głośny, zmęczony oddech, a później zobaczyłem wychodzącą z szuwarów Tolę bez kaczki, zacząłem przeczuwać kłopoty. Wysłałem ją jeszcze raz, znowu bez powodzenia. Zmęczona Tola odmówiła dalszej pracy w szuwarach. I w tym momencie było dla nas po zawodach. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć, dlaczego Tolka nie dała rady wyciągnąć tej kaczki. Do dzisiaj myślę o tym nieudanym aporcie z szuwarów. Nie szukam dla niej usprawiedliwienia, ale już po konkursie zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem kaczka nie zawiesiła się gdzieś wysoko w gęstych, suchych i twardych szuwarach. Pytałem myśliwych, pytałem ludzi, którzy sami startowali w konkursach pracy retrieverów lub je organizowali i podobno jest to możliwe. No cóż, jeśli tak, to szkoda, że taki pech przytrafił się Toli. Jeśli był to rzeczywiście pech, a nie brak umiejętności lub mój błąd, tak jak w przypadku zawalonych wcześniej włóczek. Bo jak wykazał konkurs w Czerniejewie, poprzednie wpadki Toli na włóczkach to był mój błąd i brak doświadczenia. Po wyzerowaniu aportu z szuwarów następne konkurencje potraktowałem treningowo, już bez adrenaliny i na zupełnym luzie.

Kolejną konkurencją był marking, chyba najtrudniejsza konkurencja konkursu pracy retrieverów. Konkurencja sprawdzająca umiejętność, która powinna charakteryzować każdego dobrego retrievera, czyli umiejętność zapamiętywania miejsca upadku kilku sztuk strzelonej zwierzyny. Na konkursie pracy retrieverów marking rozgrywany jest na trzech sztukach miotanego, martwego ptactwa. Najczęściej są to bażanty. Ptaki powinny być miotane na około 30 metrów od psa w promieniu około 180 stopni, w uprawę na tyle wysoką, żeby pies nie widział leżącego na ziemi ptaka. Tola znowu pięknie wytrzymała na stanowisku trzy strzały i miotanie bażantów. A wysłana komendą "aport" poszła po kolei po wszystkie trzy bażanty idealnie w punkt, bez okładania pola, bez szukania górnym wiatrem. Oddanie wszystkich trzech sztuk pewne, w siadzie, ocena maksymalna "4". Kto mnie zna, wie, że wobec własnych psów jestem bardzo wymagający i byle czym mnie nie zachwycą.  Obserwowałem kilka psów pracujących na markingu podczas konkursu w Czerniejewie i muszę przyznać, że byłem z Toli dumny, bo jej marking był naprawdę idealny. Z obserwowanych przeze mnie psów tylko Vega Patrycji zrobiła marking tak jak Tola, czyli bez okładania pola, idąc po każdego bażanta idealnie w punkt tak, jak powinien wyglądać marking.

Po markingu zostały nam tylko dwie konkurencje: włóczka bażanta, pięta achillesowa Toli, i włóczka królika. Po analizie obu wcześniej zawalonych włóczek bażanta, w Malanowie i w Zatorze, przypilnowałem, żeby nie powtórzyć tych samych błędów w Czerniejewie. Efekt - włóczka bażanta "3" i prawdę mówiąc tylko sędzia wie, dlaczego "3", a nie "4". Podobno Tola zeszła na moment ze śladu włóczenia. Mam zasadę, że z sędziami nie dyskutuję i dlatego w Czerniejewie też nie dyskutowałem, tym bardziej, że dla nas ta ocena nie miała już żadnego znaczenia, ale regulamin konkursu retrieverów mówi wyraźnie, że "krótkie zgubienie śladu z samodzielnym odszukaniem go, nie stanowi błędu". Ostatnia konkurencja, czyli "włóczka królika", poszła Toli jeszcze lepiej, czyli na maksymalną ocenę "4". Po tak dobrym starcie na markingu i na włóczkach jeszcze bardziej żałowałem niepowodzenia Toli na aporcie z szuwarów. Mimo kolejnego konkursu bez dyplomu byłem z Toli bardzo dumny, bo, jak już wspominałem, 113 punktów, które Tola uzyskała, było czwartym wynikiem tego dnia. Wszystkie aporty wytrzymane, wszystkie oddane w siadzie, pięknie wypracowane załamania na obu włóczkach i ten świetnie zrobiony marking to dla mnie nadzieja, że w przyszłym roku będziemy mogli powalczyć z najlepszymi o najwyższe lokaty.

Na zakończenie chciałbym napisać kilka słów o samym konkursie i jego organizacji. Nie ukrywam, że słów bardzo ciepłych, bo w moim odczuciu, był to wśród tegorocznych konkursów najlepiej zorganizowany i przeprowadzony konkurs retrieverów. Sędziowanie surowe, ale obiektywne, co dodatkowo zwiększyło satysfakcję z udziału w tym konkursie. Rejestracja i odprawa uczestników konkursu odbyła się szybko i sprawnie. Nie zabrakło również profesjonalnie zagranego "Darz bór", po którym z przypinanymi znaczkami z numerami startowymi ruszyliśmy na "posłuszeństwo". Miejsca rozgrywania poszczególnych konkurencji znajdowały się blisko siebie, nie było więc problemu ze znalezieniem poszczególnych stanowisk i dotarciem do nich. Marking odbywał się w trawie na tyle wysokiej, że pies nie widział leżących bażantów, ale też nie miał trudności w przedarciu się do ptactwa rzuconego w gęste zarośla. Dobór stanowisk pozostałych konkurencji również został dobrze przemyślany przez organizatorów konkursu, a podczas oczekiwania na ogłoszenie wyników, rozdanie pucharów i wręczenie dyplomów uczestnicy zostali poczęstowani wyśmienitą i gorącą grochówką.

 

Andrzej Kiljański
Labrador Retriever Team



Sędziowie:

Aleksander Skrzyński (sędzia główny)
Anna Jedlińska
Janusz Jedliński
Jerzy Karaszewski
Andrzej Sołtysiński
Agnieszka Pastucha

Wyniki:

Klasa B
1. BELLOTO Herbu Zadora, dypl. I, pkt. 131, CACIT, CPC,  wł. Dariusz Kubiak
2. DUMA Cotoneaster, dypl. II, pkt. 125 wł. Arkadiusz Pohl
3. CINAMON Kociokwik, dypl. II, pkt. 120 wł. Przemysław Osuch
4. LA GUARDIA Herbu Zadora, dypl. II, pkt. 104 wł. Patrycja Smulska-Krawczyk
5. CAŁKA Black&White, dypl. III, pkt. 106, wł. Marek Rogoż
6. COMICS MY TREND OF BLUE, dypl. III, pkt. 88, wł. Anna Dziekanowska
7. MISS MALLORYS ONE MOMENT IN TIME, dypl. III, pkt. 68, wł. Anna I Tomasz Dziekanowscy
TARANTULA Herbu Zadora, 113 pkt. - bez dyplomu
DAHLIA OF THE Duchy of Moose, 106 pkt. - bez dyplomu
BŁYSZCZĄCA W SŁOŃCU Niesforne, 80 pkt. - bez dyplomu


Klasa C
1. AHUK z Puszczy Lubuskiej, dyp. I, pkt. 191, CACIT, CPC wł. Wojciech Sroka
2. CYPRYS Cotoneaster, dypl. I, pkt. 190 wł. Arkadiusz Pohl
3. LARIX Kociokwik, dypl. II, pkt. 182 wł. Arkadiusz Pohl
4. DODA Rąbińska Knieja, dypl. III, pkt. 158, wł. Hoff Władysław

 

Autorem zdjęć jest Gaba Kawala.

[powrót]