Relacje

V Międzynarodowy Konkurs Pracy Retrieverów im. dr. Zdzisława Klejnotowskiego, Czerniejewo, ZO PZŁ Poznań (Patrycja Smulska-Krawczyk) - 29.10.2008

 

V MIĘDZYNARODOWY KONKURS PRACY RETRIEVERÓW

CZERNIEJEWO, ZO PZŁ POZNAŃ

18 października 2008 r.


Międzynarodowy Konkurs Pracy Retrieverów im. dr. Zdzisława Klejnotowskiego w Czerniejewie koło Poznania był dla mnie i mojej Vegi (LA GUARDIA HZ) czwartym w tym roku konkursem pracy retrieverów.

Vega to pies o żywym usposobieniu i ogromnej chęci do pracy, dlatego pracuję z nią zarówno w kierunku Obedience, jak i konkursów pracy retrieverów. W tym roku przygotowywałam ją z nastawieniem na starty w zawodach posłuszeństwa sportowego. Jednak zmotywowana przez przyjaciół z LabTeamu zaraz po udanym starcie w zawodach Obedience w Warszawie zaczęłam przygotowania do konkursu pracy retrieverów w Ominie. Czasu było bardzo mało, bo treningi zaczęłyśmy z początkiem lipca, a pierwszy konkurs retrieverowy przewidziany został na koniec sierpnia. Trenowałyśmy głównie w weekendy i 23 sierpnia pojechałyśmy na konkurs pracy retrieverów do Omina.

Tak zaczął się nasz konkursowy sezon. Potem przyszły kolejne konkursy w Malanowie, w Zatorze i właśnie w Czerniejewie. Ze wszystkich konkursów, w których wzięłyśmy udział, szczęśliwie wracałyśmy z dyplomem, jednak  konkurs w Czerniejewie budził we mnie obawy, bo był to pierwszy dla nas konkurs, na którym część konkurencji (aport z wody i aport z lądu) odbywało się na żywej zwierzynie. Vega nigdy nie pracowała przy żywej zwierzynie, nigdy nie byłam z nią na polowaniu. Trenowałyśmy zawsze na martwej zwierzynie i nie byłam pewna, jak sunia zachowa się przy aporcie dopiero co strzelonych ptaków.

W Czerniejewie po sprawnie zorganizowanej odprawie uczestników i po wylosowaniu pierwszego numeru startowego zaczęłyśmy od „posłuszeństwa”. Tu zawsze mam obawy, bo Vega to pies, który albo robi wszystko idealnie, albo wszystko źle. To bardzo temperamentna suka, która równie dobrze wszystko może osiągnąć, jak i wszystko stracić. Po zameldowaniu się sędziemu przystąpiłyśmy do konkurencji posłuszeństwa. Zaczęłyśmy od chodzenia przy nodze. Vega bardzo ładnie trzymała się mojej nogi i sędzina przyznała nam za to 4 punkty. Potem było  pozostawanie w miejscu przy strzale i przywołanie. W Czerniejewie, podobnie jak w Zatorze, odłożenie odbywało się tak, aby pies i przewodnik widzieli się nawzajem. Odłożyłam Vegę i odeszłam od niej na ok. 30 kroków, odwróciłam się do niej przodem, zatrzymałam i zobaczyłam, że Vega podrywa się z miejsca, w tym momencie padł strzał. Słysząc strzał Vega zatrzymała się i usiadła, czekając na moje komendy. Po chwili sędzia pozwoliła mi wrócić do psa, a za to chwilowe poderwanie przed strzałem straciłyśmy jeden punkt. Z przywołaniem nie było żadnych niespodzianek. Wysłałam Vegę na polecenie sędzi, a potem, również na polecenie sędzi przywołałam ją do siebie. Na komendę „do mnie” Vega galopem ruszyła w moją stronę, ostatecznie wpadając na mnie z impetem, czym bardzo zaimponowała komisji sędziowskiej, która była pełna podziwu dla jej żywiołowości i dynamiczności. Ocena z przywołania – 4.

Kolejną konkurencją był aport z lądu. Tu psy startowały w parach. Jeden pracował, drugi obserwował. Jako że zaczynałyśmy jako pierwsze każdą konkurencję, Vedze upiekło się obserwowanie i od razu stanęłyśmy na stanowisku pracy do aportu strzelanego bażanta. Bażant został wypuszczony, wzniósł się w powietrze i padły strzały. Prawdę mówiąc do samego końca nie byłam pewna, jak ja sama zniosę widok właśnie strzelanego ptactwa, ale zachowałam zimną krew, za to gorzej było z Vegą, która w chwili wypuszczenia bażanta zerwała aport, czyli ruszyła po aport bez mojej komendy. Potem pracowała już bez zarzutu: podjęła martwego już bażanta i bardzo szybko przyniosła go do mnie, oddając go w siadzie. Sędziowie pomimo zerwania aportu postanowili przyznać nam 3 punkty.

Po aporcie z lądu nadszedł czas na aporty z wody i szuwarów. Aport z wody nie zapowiadał w początkowej fazie problemów. Vega ruszyła po strzeloną kaczkę, podjęła ją, przyniosła i … nie usiadła przede mną. Oczekiwałam chwilę, aż sunia usiądzie i zanim zdecydowałam się na odbiór kaczki ze stania, kaczka wylądowała u moich stóp. Za tzw. „plunięcie” kaczką straciłyśmy 2 punkty i tym samym straciłyśmy szanse na dyplom I-go stopnia. Po słabym aporcie z wody na aport z szuwarów poszłyśmy już bez większych emocji, ale Vega spisała się w tej konkurencji znakomicie. Weszła w bardzo gęste i wysokie szuwary i już po chwili przedzierała się do mnie z kaczką w kufie, którą regulaminowo oddała w siadzie. Tym razem ocena maksymalna – 4 punkty.

Do zakończenia konkursu został nam jeszcze marking i włóczki. Marking rzucany był dość daleko od psów, ale Vega idealnie pobiegła po każdą z trzech rzuconych sztuk bażanta i każdą oddała w siadzie. Za marking otrzymałyśmy maksymalną punktację. Gorzej wypadłyśmy na włóczkach. Pierwsza włóczka – bażanta, była bardzo surowo oceniana. Za chwilowe zejście ze śladu włóczenia, powrót na ślad, podjęcie zwierzyny i oddanie jej w siadzie otrzymałyśmy tylko 2 punkty. Przy tej niskiej ocenie nadal zachowywałyśmy dyplom II-go stopnia, który zafundowałyśmy sobie słabym aportem z wody, więc również bez większych już emocji przystąpiłyśmy do ostatniej już konkurencji konkursu retrieverów w Czerniejewie – włóczki królika.

Tu niestety za moją sprawą straciłyśmy kolejne 2 punkty. Puściłam Vegę na ślad, zanim wrócił pomocnik przygotowujący włóczkę. Vega wypuszczona komendą „wąchaj” na włóczkę pobiegła najpierw do pomocnika, a dopiero potem zajęła się szukaniem śladu włóczenia, doszła śladem do zwierzyny, podjęła ją  i oddała w siadzie. Sędziowie przy ocenie włóczki królika w naszym wykonaniu podkreślali, że to ja popełniłam błąd, wysyłając psa zbyt wcześnie. Oczywiście, trudno się z nimi nie zgodzić. Błąd był po mojej stronie i ocenę na 2 przyjęłam z pełnym zrozumieniem.

Kolega Andrzej z LabTeamu powiedział, że po aporcie z wody, za który dostałyśmy 2 punkty straciłam wiarę w nasz  (mój i Vegi) sukces i dalszy udział w konkursie, i chyba tak właśnie było. Nie sądziłam, że konkurs przyniesie tak wiele niespodzianek, że będzie tylko jeden dyplom I-go stopnia i wielu „czołowych” uczestników konkursów retrieverów również miało w swoich kartach ocen 2 –ki. Niespodzianką było więc dla mnie, że mimo niewysokiej punktacji i braku dyplomu I-go stopnia ukończyłyśmy konkurs w Czerniejewie na wysokiej 4 lokacie.

Cieszę się, że pomimo obaw zdecydowałam się na udział w czerniejewskim konkursie, bo każdy konkurs retrieverów, także, a może zwłaszcza, międzynarodowy, to nowe doświadczenie i nauka, okazja do lepszego poznania swojego psa i swoich umiejętności oraz spotkania się ze znajomymi, „stałymi” uczestnikami konkursów retrieverów, oraz z nowymi osobami, które dopiero zaczynają swoją przygodę w tym kierunku.

 

Patrycja Smulska-Krawczyk
Labrador Retriever Team

 

Autorem zdjęć jest Gaba Kawala.

Pełne wyniki z konkursu znajdują się w relacji naszego kolegi Andrzeja Kiljańskiego.

 

[powrót]