Relacje

Nordyckie Mistrzostwa Obedience (Joanna Hewelt) - 27.11.2008

 

Nordyckie Mistrzostwa Obedience
22 - 23. 11. 2008 r.

 

W listopadowy weekend w Finlandii odbyły się najważniejsze zawody krajów skandynawskich, przez wiele osób uznawane za nieoficjalne drugie mistrzostwa świata. Podejrzeć najlepszych pojechała ekipa aktywnych polskich zawodników w składzie: Iwona Dawidowicz od Jogi i Tomek Jakubowski od Gutka z Warszawy, Magda Łęczycka od Kaja z Rzepina oraz ja i Ola Brzozowska od Oposa z Gdańska.

Do Helsinek wyruszyliśmy samochodem, droga była długa i męcząca, ale wspaniałe warunki na miejscu wynagrodziły niedogodności podróży.

W piątek mogliśmy zobaczyć treningi wszystkich zawodników. To było bardzo ciekawe obejrzeć w pracy psy i ich przewodników bez obciążenia związanego z występem. Już na tym etapie dały się zauważyć różnice między pracą poszczególnych krajów. Metody treningu podobne, ale to właśnie szczegóły świadczyły o tym, co najważniejsze - o precyzji, dynamice i jakże ważnym stylu. Najciekawsze było zobaczyć, co kto i jak ćwiczy, na czym się skupia, z czym ma problemy. Każdy z nas znalazł swoich faworytów i przez to z tym większą niecierpliwością czekaliśmy na kolejny dzień.

Sobota rozpoczęła się szybkim otwarciem imprezy i ruszyły zawody. Pierwszą konkurencją było warowanie w grupie. Już tutaj było ciekawie popatrzeć na psy, przewodników, sposób, w jakim ćwiczenie zostało nauczone i wykonane, ale również na organizację, sędziowanie i na zachowanie komisarza. Co do sędziowania, to psy oceniało czterech sędziów po jednym z każdego uczestniczącego w zawodach kraju - Finlandii (Rolf Dahlbom), Szwecji (Rolf Weiffert), Norwegii (Per Egill Gylland) i Danii (Erling Olsen). Po tym, jak psy miały za sobą pierwsze zadanie, wszystkie po kolei wykonywały kolejny etap, na który składało się chodzenie przy nodze i przywołanie. Tego samego dnia obejrzeliśmy jeszcze po jednym wyjściu każdego zawodnika, gdzie zostały zaprezentowane zmiany pozycji na odległość, aport kierunkowy i duży kwadrat.

Przed każdym etapem ćwiczenia prezentował pies pokazowy z kraju gospodarzy. Był to mały niepozorny szpic fiński, który zachwycał pewnością, z jaką wykonywał kolejne zadania, dynamiką, a przede wszystkim cudownym kontaktem ze swoją przewodniczką.

Drugi dzień również rozpoczęła konkurencja z zostawania, tym razem w siadzie. Kolejnym etapem był aport węchowy czyli popularnie mówiąc - patyczki. Na ostatni etap składało się wysyłanie do kwadratu oraz aport metalowy. Na koniec wystąpiła jeszcze suczka z cieczką, która z racji swego stanu wyszła dopiero w niedzielę na trening, a następnie po kolei wykonała wszystkie wcześniej prezentowane etapy. Tym samym zakończyły się zawody i nastąpiło udekorowanie zwycięzców indywidualnych i drużynowych.

Zaraz potem wyruszyliśmy w podróż powrotną, która nie była łatwa, ponieważ Finlandię naszła gwałtowna śnieżyca. Jadąc przez miasto, mijaliśmy kolejne zakopane w śniegu samochody i autobusy, a po dotarciu do portu okazało się, że nasz prom ma opóźnienie ze względu na warunki atmosferyczne. W końcu wypłynęliśmy na zatokę, mimo że wiatr i padający śnieg nie ustał, przeżyliśmy sztorm, ale szczęśliwie dobiliśmy do Tallina, skąd ruszyliśmy w długą drogę do domu.

Moje wnioski po zawodach? Na pewno było warto jechać i zobaczyć tę imprezę. Zawody, jak to zawody, były momenty, które zapierały dech, jak chociażby dynamiczny wjazd fińskiego psa do kwadratu czy tak dynamiczne podjęcie metalowego aportu, że od dźwięku uderzenia zębów przeszły dreszcze (pies z Norwegii). Rozczarowało mnie chodzenie przy nodze (moim zdaniem najsłabszy punkt startujących psów), zachwyciły niektóre komendy w marszu. Zdziwiło, że i na tym wysokim poziomie zdarzało się, że psy miały problem z podjęciem aportu.

Z zainteresowaniem obejrzałam treningi ekip; to, co się rzucało w oczy, to duże rozbicie ćwiczeń na małe elementy. Interesujący był fakt, że kraje prezentowały odrębne style i wykonania i już po pierwszym dniu na podstawie samego startu można było określić, z jakiego kraju jest startujący pies. Osobiście najbardziej podobały mi się psy z Norwegii, wyróżniały się radosnym, harmonijnym stylem pracy. U Finów, którzy wygrali drużynowo i indywidualnie, nie przemówił do mnie styl pracy, choć trzeba przyznać, że wszyscy z tej ekipy mieli bezkonkurencyjne wysyłanie do kwadratu.

Organizacyjnie były plusy i minusy - hala bardzo fajna, duża, przyjemna dla zawodników i obserwatorów. Wstęp za darmo, katalogi za symbolicznego grosza, a raczej euro centa. Na miejscu mały sklepik, gdzie tanio można było kupić coś ciepłego, coś słodkiego i to za rozsądną cenę. Co do samych zawodów - wpadką były koziołki do aportowania, podczas treningu jeden rozpadł się po tym, jak jeden z psów dynamicznie go podjął. Na same zawody zostały one wzmocnione metalowymi wstawkami, które znów nie pozostały obojętne dla co wrażliwszych psiaków. Sam sposób przeprowadzenia zawodów doskonały - prócz fachowego komisarza na ringu przebywały osoby do pomocy, które w zależności od potrzeb układały koziołki lub wydawały polecenia przewodnikowi. Dzięki temu wszystko przebiegało bardzo sprawnie.

No i sędziowanie. Czasami równe do tego stopnia, że cztery razy ukazywała się ta sama nota. Czasem tak rozbieżne, że można było zobaczyć 0 punktów a obok 7. Czasami jasne i czytelne, a czasem dziwne, wręcz dające poczucie niesprawiedliwości. Nam najbardziej spodobała się praca Szweda i cieszy fakt, że udało się z tym panem nawiązać kontakt.

Podsumowując, zawody bardzo interesujące, wyjazd bardzo udany, również dzięki wspaniałej ekipie, którą w tym miejscu serdecznie pozdrawiam!

Link do zawodów: http://voittaja.kennelliitto.fi/EN/tokopm2008/etusivu.htm

 

Link do szczegółowych wyników: http://www.koirasport.com/viewtopic.php?t=699

 

tekst i zdjęcia: Joanna Hewelt
Labrador Retriever Team


 

 

 

 

 

[powrót]