Relacje

Wiosenne Zawody Obedience - Warszawa - 07.04.2009


Wiosennymi zawodami Obedience, stanowiącymi otwarcie sezonu Pucharu Polski 2009, Labrador Retriever Team zaczął swój sezon zawodów i konkursów. Pogoda oraz humory dopisywały, mimo że co niektórzy z nas mieli za sobą długą i wielogodzinną podróż.

Z naszego Teamu na odprawie, zwarci i gotowi, stawili się:
- Patrycja Smulska-Krawczyk i LA GUARDIA Herbu Zadora  (kl. 0)
- Grzegorz Duda i ZABALA ZAVA Herbu Zadora (kl. 0)
- Andrzej Ugriczicz i INUVIK Herbu Zadora (kl. 0)
- Joanna Hewelt i nasz honorowy „labrador” - LORD LUDWIG von Erikson (kl. 2)

Niestety nie udało się wystartować naszej koleżance Karolinie Stasiewskiej z labradorem Narayan Khan Maquajeet, który kilka dni przed zawodami doznał kontuzji; jednak fakt ten nie przeszkodził im dzielnie nam kibicować ☺

Ze względu na sporą liczbę zgłoszonych psów (w sumie 40), sędziowanie zostało podzielone pomiędzy dwóch sędziów: p. Elżbietę Hader, która sędziowała klasy 1, 2 i 3 oraz p. Roszkiewicza, który sędziował klasę 0.

Poniżej przedstawiamy relacje naszych zawodników:

Patrycja Smulska-Krawczyk i LA GUARDIA Herbu Zadora  (kl. 0)

fot. Asia Sikora

Rano miałyśmy trochę nerwówki i nasz start stanął pod dużym znakiem zapytania z powodu... książeczki startowej, której poszukiwania zostawiłam sobie na ostatnią chwilę.
Te poszukiwania zajęły mi ok. godziny i w ciągu tej godziny zdążyłam kilka razy stracić nadzieję na jej znalezienie i na start w zawodach. Ale udało się, chociaż na zawody dojechałyśmy znacznie spóźnione. Najwcześniej na miejsce zawodów przyjechała część LabTeamu z Pomorza, a ta część, która miała najbliżej, przybyła "nieco" później, ale nie było z tego powodu żadnych problemów, ponieważ zawody zaczęły się później niż zaplanowano.
Ruszyliśmy do losowania w zerówce i tu miła niespodzianka: po raz pierwszy w historii naszych startów wylosowałyśmy numerek z pierwszej 10-tki, czyli 5.
Vega, jak doradziła mi Asia, cały czas oczekiwała w samochodzie, i już wiem, że to była bardzo dobra rada, bo mimo tego dynamitu, który ma w sobie, po raz pierwszy nie była tak bardzo rozemocjonowana. Nasza punktacja to w sumie: 92,5 / 100 pkt.
Zaczęłyśmy od socjalizacji, tu Vega zaraz po tym jak sędzia wyciągnął rękę, wstała radośnie, żeby się przywitać, co spowodowało małą utratę punktów (9,5 / 10 pkt.)
Następną konkurencją było pozostawanie w pozycji WARUJ, czyli konkurencja, która do tej była piętą achillesową mojej suni i na której najbardziej skupiałyśmy się podczas przygotowań do zawodów. Tu Vega mnie nie zawiodła, bo przez całą minutę spokojnie czekała na mój powrót (10 pkt). W następnej konkurencji, czyli chodzeniu przy nodze na smyczy wypadłyśmy raczej mizernie. Vega przez całą Z-kę węszyła i nie utrzymywała ze mną kontaktu wzrokowego (7,5 pkt.). Przywołanie do nogi wypadło nam lepiej, chociaż moja rozpędzona sunia przy dostawianiu się do mojej nogi zrobiła zbyt daleki wyskok i wylądowała za mną zamiast przy mojej nodze (9,5 pkt.). Skok przez przeszkodę był bardzo widowiskowy, Vega z charakterystyczną dla siebie energią pokonała przeszkodę i bardzo szybko była z powrotem przy mojej lewej nodze (10 pkt.). W ostatniej konkurencji - Zmiany pozycji (SIAD, WARUJ) - miałyśmy małą wpadkę. Tu podczas gdy dawałam Vedze komendę na zmianę pozycji, komisarzowi zadzwoniła komórka. Vega na tyle rozkojarzyła się dzwonkiem telefonu, że nie zareagowała na moją komendę i musiałam ją powtórzyć (9,5 pkt). W sumie uzyskałyśmy 92,5 pkt. To jak dotychczas jest nasz najlepszy wynik.
Nasz start w wiosennych zawodach Obedience  zaliczam do udanych, a największą radość sprawiło mi to spokojne zostawanie Vegi. Po raz pierwszy, stojąc przez minutę tyłem do pozostawionej suni czułam się spokojne, mając pewność, że zostanie w tej pozycji i nie przybiegnie do mnie.
Teraz czas chyba zacząć przygotowania do jedynki ;-)

Grzegorz Duda i ZABALA ZAVA Herbu Zadora (kl. 0)

fot. Karolina Stasiewska

Po prawie półtorarocznej przerwie zdecydowałem się znowu na start w zawodach. Tak na przetarcie wystartowaliśmy w klasie 0.
W dotychczasowych startach nie było mi dane rozpoczynać zawodów tak późno. Mieliśmy wystartować 21 na 23 psy. No cóż, trzeba było sobie spokojnie czekać na swoją kolej. Brita czekała na swój start w schłodzonym i zacienionym samochodzie.
Wreszcie przyszedł czas na nasz start.
Socjalizacja - wchodzimy na ring, witamy się i przedstawiamy, Brita wstaje i podchodzi do sędziego, jednak na szybkie "siad" zajmuje pozycję i już tak siedzi do końca. Otrzymujemy 10 pkt. Jednak widzę mój błąd, bo zbyt słabo skoncentrowałem na sobie Britę.
Zostawanie w pozycji WARUJ - za to ćwiczenie również dostajemy 10 pkt. Chociaż osobiście nie dałbym sobie takiej oceny, ponieważ z relacji kibiców wiem, że na początku trochę węszyła, no i zmieniła pozycję, z tzw. na Sfinxa przerzuciła bok na lewą stronę.
Chodzenie przy nodze na smyczy - z tym ćwiczeniem zazwyczaj mamy najwięcej problemów. Tym razem nie było inaczej, przez większość czasu brak kontaktu i znowu powrót do węszenia. Straciliśmy też punkty za źle wykonane zwroty, chociaż jestem święcie przekonany, że to akurat zrobiłem dobrze. To ćwiczenie mieliśmy ocenione na 7,5 pkt.
Przywołanie do nogi - Nie ukrywam, że pracowaliśmy nad przywołaniem sporo i to było widać. Bryśka przybiegła do mnie w bardzo dobrym tempie, od razu dostawiając się do nogi. Nawet na treningach nie wychodziło nam tak dobrze jak dzisiaj. Niestety, jak się później okazało, dostaliśmy za to ćwiczenie 8 pkt. Sędzia miał chyba jakiś swój regulamin, bo według niego pies MUSI najpierw "zameldować się" przede mną, a dopiero potem, zająć pozycję przy nodze. Złożyłem protest, który został uznany, i za to ćwiczenie ostatecznie również dostaliśmy 10 pkt. Niesmak jednak pozostał.
Skok przez przeszkodę - wykonane bardzo pewnie, w dobrym tempie i z bardzo ładnym wykończeniem. 10 pkt., nie mogło być inaczej.
Zmiany pozycji (SIAD, WARUJ) - otrzymaliśmy kolejne 10 pkt, chociaż będzie jeszcze trzeba popracować nad szybkością.
W sumie zdobyliśmy 95 / 100 pkt., co dało nam 12 lokatę w stawce 23 psów.
A teraz kilka słów podsumowujących nasz start i same zawody.
Ogólnie ze startu jestem bardzo zadowolony, chociaż to zadowolenie dotarło do mnie dopiero w domu. Wpływ na to miał incydent z sędzią. Zadowolony jestem z Bity, bo mamy sporą poprawę. Bryś poszła dzisiaj na dużo większym „powerze“, przynajmniej od momentu przywołania. Z siebie jestem mniej zadowolony, bo początek miałem fatalny. Niestety złapał mnie stres, być może przerwa w startach zrobiła swoje. Na szczęście w trakcie zostawania miałem minutę, aby opanować stres i udało się. Przypomniałem sobie swoją zasadę, że mamy się świetnie bawić i tak już było w drugiej części naszego startu.
Jeśli chodzi o sędziowanie, to z przykrością muszę stwierdzić, że było to najgorsze sędziowanie, jakie miałem okazję obserwować. Do tej pory powstrzymywałem się z ocenianiem pracy sędziego, jednak o tak niskim poziomie sędziowania należy mówić i to głośno. W końcu może się coś zmieni i sędziowie, którzy popełniają takie błędy, przestaną być zapraszani na zawody. A błędów było sporo, nierówne oceny, wystawianie oceny przed zakończeniem ćwiczenia. Nieznajomość regulaminu, co mogłem poczuć na własnej skórze. Dodatkowo trzy psy wystartowały na tzw. pełnym zacisku i niestety był ten zacisk wykorzystywany w ćwiczeniach. Jak dla mnie to powinno skończyć się dyskwalifikacją zawodnika, ale niestety sędzia tego nie widział. Taki poziom sędziowania, moim zdaniem, wypacza zawody, a co najgorsze wypacza samą ideę obedience. Mam nadzieję, że nie będzie mi już dane się zetknąć z podobnym stylem sędziowania.
Tymczasem będziemy dalej ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Przed nami kolejne starty, tym razem już w klasie 1.

Andrzej Ugriczicz i INUVIK Herbu Zadora (kl. 0)

fot. Asia Sikora

Wyruszyliśmy z Pomorza o 24:00, na miejscu byliśmy po 5:00.
Od 8:00 dopadł mnie debiutancki stres :) Na rozruszanie wyszedłem jeszcze z Inuvikiem na ćwiczonko, aby przypomnieć mu, po co w ogóle tyle siedzi w samochodzie. No i piękny kontakt wzrokowy, wszystko super, troszkę mnie uspokoił. Póki miał wenę, wsadziłem go do samochodu, aby jej nie stracił.
Z całkowitą cierpliwością czekaliśmy się losowanie numerów startowych. Nie wyobrażacie sobie mojego zadowolenia, gdy po ponad 25h na nogach wylosowałem 3.
Zaraz po losowaniu ruszyła klasa"0", druga osoba rozpoczęła zawody, więc poszedłem po psa, aby się przygotować. No i tu zaczął się dla mnie dramat, Inu jak pięknie ćwiczył, tak zapomniał o moim istnieniu. Nos w ziemię i gdzie by tu tylko pobiegać, a ile tu psów... Po próbach przekupstwa parówkami, nadeszła moja kolej.
Pierwsze ćwiczenie socjalizacja - miałem powiedzieć psu, aby siedział, ale całkowicie mi to wypadło z głowy. Jako tako podeszliśmy do sędziego, Inu usiadł, pięknie nas przedstawiłem i kiedy sędzia chciał się schylić, Inu z radością prawdziwego laba wyskoczył do niego, aby sprzedać mu buziaka na dzień dobry. Posadziłem go i tak już nie wstawał przy dalszych oględzinach - ocena 9,5pkt.
Ćwiczenie drugie - waruj w siadzie. Po pięknie udanej socjalizacji dopadł mnie stres. Inu zawarował nadzwyczaj szybko i dość ładnie, zostawanie miał dość dobrze wpojone i spodziewałem się, że raczej wyleży swoje. Ale po odejściu, i wspomnieniu socjalizacji, trochę się bardziej zdenerwowałem. Czas minął, Inu na miejscu, kamień z serca - ocena 2 x 10 pkt.
Chodzenie na smyczy. No cóż, zero kontaktu przynajmniej dla mnie, ciągle nos w ziemi lub wzrok przed siebie. Czasami się pilnował, ale na nawracaniu i zakrętach się gubił, przez co samoistnie szarpał się smyczą, w połowie Z siad, psiak mnie wyminął i usiadł bokiem. Ocena 2 x 9 pkt.
Przywołanie. Tutaj nie wątpiłem nawet przez chwilę, był to jedyny pewniak Inu. Szybko, energicznie i dość prosto. Ocena 2 x 10 pkt.
Skok przez przeszkodę. Jedyne poza przywołaniem ćwiczenie, które Inuvikowi sprawia przyjemność także bez najmniejszych problemów.
Zmiany pozycji - tutaj też bez problemów. Może wolałbym, żeby Inu wykonał to ćwiczenie bardziej energicznie, ale swoje psiak zrobił. Ocena 2 x 10 pkt.
Ostatecznie 97,5 / 100 pkt. i ocena doskonała. Jak na debiut super, chociaż nie do końca zadowolony jestem ze swojego występu, może dlatego, że wiem, że Inu potrafi wiele rzeczy zrobić naprawdę super, a nie zrobił. Może następnym razem pokaże na co go stać.

Joanna Hewelt i nasz honorowy „labrador” - LORD LUDWIG von Erikson (kl. 2) 

fot. Karolina Stasiewska

Start zaczęliśmy od zostawania w grupie. Ćwiczenie, które Ludwik ma dobrze wbite do głowy, choć nerwów trochę miałam z tego względu, że zostawał w grupie psów. Jak się okazało, nerwy niepotrzebne. Za pierwsze ćwiczenie otrzymaliśmy pełne punkty, za drugie- warowanie minus 1 punkt- za powtórzenie komendy do siadu.
Po zostawaniu mieliśmy krótką przerwę. Na ćwiczenia indywidualne wchodziliśmy jako 4.
Pierwsze ćwiczenie to nasze ulubione chodzenie. Ludwiński poszedł moim zdaniem bardzo dobrze, ale dostaliśmy za to 6.5 pkt na 10. W karcie oceny mamy napisane w uwagach "ścinanie zakrętów". Duże zaskoczenie dla mnie.
Drugie były komendy w marszu, wykonane bardzo dobrze i dostaliśmy tak, jak trzeba 10 na 10.
Trzecie ćwiczenie - przywołanie z waruj - mój największy strach. Terier, jak przewidywałam ruszył pełnym pędem. Wydarłam się, jak mogłam najgłośniej, i... położył się. Minął, co prawda przepisowe 2 długości i dostał zero punktów, ale położył się! Dla mnie to wielki sukces.
Czwarte ćwiczenie - kwadrat. Pobiegł krzywo, ale do kwadratu, tylko że dla odmiany nie mogłam go w nim wpierw zatrzymać, a potem położyć. Przekroczyliśmy o jedną komendę z tych dozwolonych, no i kolejne zero. Ale dla mnie drugi sukces - terierzysko rozróżnia, co to kwadrat.
Piąte ćwiczenie to aport kierunkowy i dla mnie to pierwsza duża porażka. Na treningach wychodziło nam to bez problemów, tylko że tam terier patrzał się gdzie zanosi pomocnik aporty. A na zawodach nawet na sekundę nie odwrócił ode mnie wzroku.. No i nie widział nic innego.. Wysłany po lewy aport zaczął biec jak należy we wskazanym kierunku, ale po drodze zobaczył prawy, no i wtedy już koniec. Wydarłam się NIEE!!, ale to chyba tak dla siebie... Ludwiński jak ma namierzony aport, to by go można było zabić.. on musi go przynieść.
Szósty był aport przez przeszkodę, no i tu pokazał LL swoje możliwości. Ćwiczenie wykonane szybko i super dokładnie. No tylko czekać, aż reszta ćwiczeń będzie taka.. Póki co za to - jak być powinno 10 na 10.
Później przyszedł czas na patyczki, czyli moment kiedy LL musiał wywinąć numer, bo przecież występ byłby stracony. Dla mnie to druga duża porażka, bo byłam pewna, że to zrobi. A tu nie wiem, czy już za dużo ćwiczeń, zmęczenie, a może przegrzanie makówki i Ludwińskiemu wszystko się pomieszało. Poszedł po patyczka, wziął go, z nim poszedł do pachołka, który stał obok, tam stwierdził, że chyba coś nie tak, wrócił do reszty patyczków, wziął do paszczy kolejnego i zadowolony wrócił.. Nie muszę mówić, że za wydziwianie dostał piękne zero..
Ostatnie były zmiany pozycji na odległość. Ludwik szedł na nie już wyraźnie zmęczony - rzecz niemożliwa, a jednak, i teriera można zajechać.. Ale to akurat ćwiczonko zrobił bardzo ładnie. Dostał 9,5. Pół ucięte, bo ponoć miał przy warowaniu łokcie w powietrzu i dopiero po chwili je dobił do ziemi.
Za wrażenie 9 pkt, ucięto nam 1 za jęczenie i piszczenie.
Ze startu jestem zadowolona ze względu na styl, jaki pokazaliśmy. No a teraz nie pozostaje nic innego tylko dopracować to, co nie wyszło. W sumie brakuje malutko do tego, by było naprawdę dobrze.

Więcej zdjęć w galerii.

 

Labrador Retriever Team

 

[powrót]