Relacje

Relacja z IV-go Warmińsko-Mazurskiego Konkursu Pracy Retrieverów w Ominie (22.08.2009) - 25.08.2009

Nie minął tydzień od biskupińskiego Konkursu Pracy Retrieverów, a już jesteśmy w połowie sezonu konkursowego. W sobotę, 22 sierpnia, na terenach Okręgu Łowieckiego WKŁ Batalion w Ominie, odbył się IV Regionalny Warmińsko-Mazurski Konkurs Pracy Retrieverów, zorganizowany z inicjatywy ZO PZŁ w Olsztynie oraz Wojskowego Koła Łowieckiego Batalion Olsztyn.

Tym razem uczestników konkursu, którzy w większości przybyli na konkurs dzień wcześniej, w sobotni poranek przywitał deszcz, momentami ulewny. Zapowiadało się, że będzie padało cały dzień, ale podobnie jak w ubiegłym roku, tuż przed rozpoczęciem konkursu, aura zlitowała się nad organizatorami, sędziami, menerami, i przestało padać. Warunki pogodowe były idealne do rozegrania konkursu, bo tego dnia psom nie dokuczał upał.

W dobrych humorach, z nadziejami na dobre wyniki, o 9:00 rano uczestnicy konkursu stawili się, w siedzibie koła łowieckiego Batalion w Ominie, do rejestracji w zawodach i tradycyjnie już, zostali powitani, omińskim kieliszkiem myśliwskiej nalewki.

Niedługo później nastąpiło uroczyste otwarcie konkursu, którego dokonał Pan Wojciech Janik, członek Mazurskiej Okręgowej Rady Łowieckiej i Przewodniczący Komisji Upowszechniania Psa Myśliwskiego z Zarządu Okręgowego PZŁ Olsztyn.

Podczas ceremonii otwarcia, minutą ciszy uczczona została pamięć zmarłego, sędziego kynologicznego i sędziego pracy psów myśliwskich, Pana Henryka Stępki, któremu sygnaliści odegrali "Apel na łowy". 



Następnie Pan Janik przedstawił sędziego głównego konkursu, Pana Jerzego Wielocha, któremu przekazał głos.
Podczas prezentacji członków komisji sędziowskiej, której dokonał Pan Jerzy Wieloch, uczestników konkursu spotkała bardzo przyjemna niespodzianka, bo jak się okazało, organizatorzy postarali się o prawdziwie międzynarodową obsadę sędziowską, w skład której weszli:
Jelena Štrekerre - Łotwa
Aleksander Kulesza - Litwa
Georgij Jetremow - Litwa
Jewgienij Cirkin - Litwa
Waldemar Paszkiewicz
Wojciech Rosiewicz
Paweł Bednarczyk
Asystent: Piotr Socha ZO PZŁ 



Na koniec ceremonii otwarcia, uczestnicy konkursu rozlosowali numery startowe.  W stawce psów startujących w konkursie klasy "B" były Labradory (7), Flat Coated Retrievery(2) i Golden Rerievery (1). W klasie "A", która również była rozgrywana w Ominie startowały tylko Labradory (2). Najpierw rozlosowano numery startowe "1" i "2" w klasie "A", a numery od "3" do "12" zostały rozlosowane pośród uczestników klasy "B". Naszym LabTeamowym, trzem sukom, przypadły numery, kolejno "3", "4" i "5" i to my rozpoczynaliśmy wszystkie konkurencje, które podobnie jak w Biskupinie, były rozgrywane bez podziału uczestników na grupy, ale kolejno, według numerów startowych. Również w Ominie, organizatorom udało się zorganizować poszczególne konkurencje tak, że można było przechodzić na nie spacerem, z jednego miejsca na drugie. Wyjątkiem były dwie konkurencje na wodzie (aport z wody i aport z szuwarów), na które trzeba było niedaleko podjechać, ale konkurencje na  wodzie rozgrywane były na końcu, dojazd do nich był doskonale oznaczony i nikomu nie sprawiło to żadnych kłopotów.



Konkurs klasy "B" zaczął się od posłuszeństwa, które sędziowała sędzia z Łotwy, Pani Jelena Štrekerre. I tu pierwsze niespodzianki i pierwsze straty punktów, które zanotowały również nasze LabTeamowe suki (TARANTULA Herbu Zadora, PUMA z Cygańskiej Chaty i LA GUARDIA Herbu Zadora), i to w konkurencji ................... chodzenie przy nodze bez smyczy, ale okazało się, że wcale nie poszło nam najgorzej, bo jeden ze startujących psów w ogóle nie zaliczył posłuszeństwa. Od początku konkursu widać było, że sędziowanie w Ominie nie będzie pobłażliwe.



Kolejną konkurencją, była włóczka królika, którą sędziował jeden z litewskich sędziów. Włóczka z jednej strony prosta, ale cała jej trudność polegała na tym, że nieznany był jej kierunek położenia od miejsca imitowanego postrzału królika, czyli od miejsca, w którym leżała turzyca. Wiadomo było tylko, że była pociągnięta do przodu, ale czy na początku prosto, czy w prawo lub lewo, tego nie było wiadomo, czyli że nie było możliwości, żeby prowadząc kilka metrów psa, dobrze naprowadzić go na ślad. Pies, musiał sobie z tym poradzić sam i bardzo dobrze, bo w warunkach prawdziwego polowania, nie ma w lesie krasnoludków, które informują menera i psa, w którą stronę strzelony królik uciekł. Również w tej konkurencji zdarzyły się wyzerowane próby.



Następna konkurencja, włóczka bażanta, którą również sędziował sędzia z Litwy, była zupełnie inną włóczka od włóczki królika. Długa, na pewno dłuższa niż 150 metrów, z czterema załamaniami, przy lekkim, ale momentami silnym wietrze, pociągnięta na rżysku, sprawiła niektórym psom kłopoty.



Konkurencją, która sprawiła chyba najwięcej kłopotów wszystkim psom, po której tylko dwa psy ze stawki, czyli CYPRYS i CAŁKA kolegów Arka Pohla i Marka Rogoża, zostały w konkurencji z wynikami na dyplom I stopnia, był marking, sędziowany przez kolejnego sędziego z Litwy.

Marking rozegrany został w wysokiej, 1,5 metrowej gryce i był jedyną konkurencją podczas omińskiego konkursu, która mogła wzbudzić u uczestników pewne kontrowersje. Wprawdzie polski regulamin konkursów pracy retrieverów mówi tylko, że konkurencja ma być rozgrywana w uprawie na tyle wysokiej, żeby pies nie mógł widzieć leżącego na ziemi ptaka, ale nie określa dokładnie wysokości uprawy. Marking, czyli zdolność zapamiętywania miejsc upadku strzelonego ptactwa, to cecha charakterystyczna retrieverów. Przy ocenie markingu premiuje się zapamiętanie miejsca upadku zwierzyny, szybkie jej odnalezienie i prawidłowy aport najkrótszą drogą. W 1,5 metrowej gryce pies nie będzie widział leżącego bażanta, tak samo jak w 30-40 centrymetrowym poroście, dlatego nie można powiedzieć, że konkurencja została rozegrana w warunkach niezgodnych z regulaminem, ale w konkurencji marking, chodzi przede wszystkim o sprawdzenie umiejętności psa do zapamiętywania miejsca upadku zwierzyny i tego, czy pies idzie po bażanta w punkt, bez niepotrzebnego okładania pola, również tego, czy nie zamienia aportów. Te cechy pracy retrievera trudno było jednak ocenić, bo w wysokiej i gęstej gryce praca psa była niewidoczna.

Psy musiały się w tych warunkach wykazać naprawdę dużymi umiejętnościami i pasją w pracy. Trzeba jednak przyznać, że pies na polowaniu musi pracować w różnych warunkach, również wtedy,  kiedy strzelony bażant nie spada  w trawę po kolana i wynoszenie trzech sztuk strzelonego ptactwa z uprawy (1,5 m. gryki) nie jest czymś, z czym pies nie spotka się w łowisku. Naszym sukom udało się zaliczyć konkurencję, chociaż po niej, ostatnia z nich - TATANTULA HZ, straciła szansę na dyplom I stopnia uzyskując za marking ocenę "2". Z markingiem rozegranym w tak trudnych warunkach poradziły sobie natomiast wyśmienicie, psy kolegów Pohla i Rogoża.



Z umordowanymi pracą w gryce sukami przenieśliśmy się na konkurencje na wodzie, które sędziował Pan Paweł Bednarczyk, któremu chcielibyśmy poświęcić więcej uwagi, bo chciałoby się, żeby wszyscy sędziowie konkursów pracy retrieverów sędziowali z taką precyzją i dokładnością. Panie sędzio, gratulujemy i dziękujemy za wzorową pracę przy ocenie startujących psów. Ocena konkurencji wodnych była zbliżona do tej, jaką widzi się na zawodach posłuszeństwa sportowego w wyższych klasach, ale w końcu konkurs pracy retrieverów, to konkurs, a nie piknik, na którym przy okazji pies może zdobyć dyplom użytkowości myśliwskiej.

Startując z trzema pierwszymi numerami startowymi, trochę wyprzedziliśmy konkurencję, która na dłużej utknęła, najczęściej na markingu, dlatego zanim przystąpiliśmy do konkurencji na wodzie, pozwoliliśmy naszym sukom trochę odpocząć i popływać w jeziorze.

Konkurencje na wodzie rozpoczynał aport z otwartej wody, a po nim, mener z psem, od razu przechodzili na aportów z szuwarów. Wszystko poszło szybko i sprawnie, chociaż nie bez niespodzianek, którą przede wszystkim było dla nas bardzo rygorystyczne sędziowanie i rzeczywiste obniżanie oceny psa, za każdą dodatkową komendę menera o 1 punkt, nawet, jeśli była to komenda optyczna. Kolejną niespodziankę, bardzo miłą, szczególnie dla menera, czyli dla Małgosi Zaorskiej, sprawiła Puma (PUMA z Cygańskiej Chaty), która tym razem, najlepiej z naszych suk poradziła sobie z konkurencjami na wodzie, i od tak wymagającego sędziego otrzymała oceny odpowiednio "3" i "4". Natomiast niemiłą niespodziankę sprawiła nam Tola (TARANTULA Herbu Zadora), która ocenami na konkurencjach wodnych pogrzebała swoje szanse na lepszą lokatę w konkursie.



Po wodzie została nam tylko jeszcze jedna konkurencja, czyli aport z lądu. To była już tylko formalność i nasza trójka psów, około godziny 14:30 miała zmagania konkursowe za sobą. Pozostało nam oczekiwanie na ukończenie konkurencji przez pozostałych uczestników konkursu, ogłoszenie wyników, dekorację zwycięzców oraz na oficjalne zamknięcie konkursu.



Oczekiwanie na zakończenie konkursu umilili nam gospodarze, zapraszając uczestników konkursu na wyśmienite pierogi z kapustą i grzybami, które przygotowała firma: "Rodzinne Tradycje Państwa Olszewskich" z Olsztyna.



Oficjalne wyniki konkursu pracy retrieverów w Ominie można obejrzeć na naszej stronie od niedzieli. Dodamy tylko, że kolega Arek Pohl, który wygrał ze swoimi psami klasę "A" i 'B"



poza pięknymi pucharami za zwycięstwa w klasach, otrzymał od organizatorów piękną nagrodę dla najlepszego menera konkursu, a zawodnicy, którzy zajęli trzy pierwsze miejsca otrzymali okazałe medale. Do tego organizatorzy konkursu zadbali aby wszyscy uczestnicy konkursu otrzymali worki i woreczki z karmą dla psów.



Koledze Arkowi gratulujemy bezapelacyjnej wygranej w klasie "B" z psem CYPRYS Cotoneaster. Poza zasięgiem innych psów była tego dnia również CAŁKA Black&White. Marku, serdecznie gratulujemy tak udanego rozpoczęcia sezonu. Reszta psów w stawce dosyć wyrównana, chociaż kilku zabrakło szczęścia i doświadczenia do zdobycia dyplomu





Dwa z czterech tegorocznych konkursów pracy retrieverów za nami. Oba konkursy udane, oba bardzo dobrze sędziowane. Może znajdą się jacyś niezadowoleni, ale trudno już w tej chwili nie zauważyć, że w porównaniu z ubiegłym rokiem, poziom organizacyjny konkursów, jak również poziom sędziowania jest wyższy niż w ubiegłym roku. Oby tak dalej.

Szkoda tylko, że w obu konkursach, były tak nieliczne stawki psów, bo 10 psów w konkursie, to naprawdę niewiele.



Gospodarzom konkursu w Ominie bardzo dziękujemy za doskonałą organizację i dobre przygotowanie konkursu pracy retrieverów. Szczególne słowa uznania kierujemy pod adresem całego zespołu sędziującego konkurs, za oceny zgodne z regulaminem, za omawianie błędów psa po każdej konkurencji i za rady, które po każdej konkurencji otrzymaliśmy.

Darz bór !

Patrycja Smulska-Krawczyk
Andrzej Kiljański
Labrador Retriever Team


Członkowie Labrador Retriever Team dziękują Państwu Gabrieli i Władysławowi Kawala oraz Pani Joannie Słomskiej za udostępnienie zdjęć z konkursu.

[powrót]