Relacje

Relacja z VI Międzynarodowego Konkursu Pracy Retrieverów im. dr. Zdzisława Klejnotowskiego w Czerniejewie (PZŁ ZO Poznań) - 21.10.2009

 

W sobotę 10 października 2009 roku wszystkich uczestników ostatniego w tym sezonie konkursu pracy retrieverów przywitał bardzo zimny, ale pogodny poranek. W Czerniejewie, tradycyjnie już w parku pałacowym, do godziny 8.00 miała miejsce odprawa zawodników i psów. Po niej nastąpiło uroczyste otwarcie jedynego w tym roku konkursu rangi międzynarodowej. Do klasy B zgłoszonych zostało 16 psów, lecz ostatecznie w dniu konkursu stawiło się 15: 4 flaty i 11 labradorów, w tym 5 z LabTeamu. Niestety klasa C nie została rozegrana: zgłoszony był tylko jeden pies – labteamowa suczka Doda Rąbieńska Knieja naszego kolegi Władka Hoffa – i organizatorzy postanowili odwołać klasę rozszerzoną. Sędzią głównym konkursu była p. Krystyna Sajnóg.

Pierwszą konkurencją dla wszystkich uczestników było tradycyjnie już dla Czerniejewa posłuszeństwo. Chodzenie przy nodze, przywołanie i reakcja psa na strzał były rozgrywane na jednej z polan parku pałacowego. Oczekujący na swoją kolej mogli obserwować pracujące psy stojąc w parku, nie przeszkadzając jednocześnie ocenianemu zawodnikowi. Niestety podczas konkurencji posłuszeństwa wiele psów potraciło już pierwsze punkty: były poblemy głównie ze spokojnym podążaniem za przewodnikiem przy jego nodze (psy najczęściej odbiegały od menera, węsząc) oraz z pozostawaniem w miejscu ze strzałem.

Po konkurencjach z posłuszeństwa uczestnicy przeszli do następnej konkurencji – aportu z wody. I tu zaczeły się kolejne emocje, ponieważ aport z wody odbywał się, tradycyjnie już dla czerniejewskich konkursów, na żywej, strzelanej zwierzynie. Psy trochę rozpraszał kosz z żywymi kaczkami, obok którego trzeba było przejść w drodze na stanowisko. Sama konkurencja była bardzo emocjonująca. CAŁKA Black and White kolegi Marka Rogoża pokazała w tej konkurencji ogromną pasję i wytrwałość, przepływając na drugi brzeg stawu za zbarczoną, uciekającą kaczką. W tej konkurencji uczestnicy konkursu również potracili punkty. Zdarzało się, że startującym psom zabrakło spokoju na stanowisku, zrywały po strzale lub pluły przynoszonymi kaczkami pod nogi menerów.

Potem uczestnicy konkursu przeszli na aport z lądu rozgrywany również na żywej, strzelanej zwierzynie oraz aport z szuwarów, który dla psów nie był łatwym zadaniem  z racji terenu, w jakim został zorganizowany. Teren, w którym miotana była kaczka, był znacznie obniżony w stosunku do stanowiska, z którego pies startował, ale sprawiał wrażenie miejsca, które było szuwarami dawno temu, ale od czasu swojej świetności wyschło i porosło gęstwiną. Psom trudno było pracować w takich warunkach, a tym bardziej wydostać się z niego wracając z kaczką do menera, niemniej większość psów doskonale poradziła sobie z trudnościami i z kaczką w kufie wróciła do menera. Następna konkurencja – marking, rozegrany był w idealnym do tego terenie. Zwierzyna miotana była w uprawę na tyle wysoką, że pies nie widział leżących sztuk ptactwa, ale na tyle niską, aby pies widział, gdzie upada zwierzyna, a sędziowie mogli ocenić jego zdolność zapamiętywania miejsc upadku zwierzyny. Dużo wątpliwości uczestników konkursu wzbudził jednak sposób rozrzucania markingu, a mianowicie to, że zwierzyna była rozrzucana blisko od psa, w zbyt małych odległościach od siebie oraz małe były odstępy między poszczególnymi stanowiskami, gdzie marking był organizowany. To spowodowało, że przy silnie wiejącym tego dnia wietrze, wiele psów miało w więszym lub mniejszym stopniu tendencję do okładania pola w poszukiwaniu zwierzyny, zamiast podążać do niej w punkt, tak jak powinno to wyglądać na markingu. Blisko rozrzucone sztuki ptactwa zachęcały niektóre psy, również do podmiany aportu, co jest dużym błędem.

Ostatnimi konkurencjami w tegorocznym międzynarodowym konkursie były włóczki – królika i bażanta, zorganizowane w niskiej uprawie. Tu utrudnieniami dla kilku psów były rowy, które przecięły kilka włóczek królika.

Ocenę psów zakończono około godziny 14.00. Na przemarzmiętych menerów czekała już gorąca grochówka. Gdy sędziowie podliczali punkty, uczestnicy wymieniali się wrażeniami z tego intensywnego dnia oraz uwagami nt. sędziowania, które momentami, w porównaniu do innych tegorocznych konkursów, było dość pobłażliwe.

Wszystkie startujące labteamowe psy zdobyły dyplom. Na 3 lokacie uplasował się BELOTTO Herbu Zadora Darka Kubiaka. Bello tego dnia pracował pięknie, zdobywając maksymalną liczbę punktów, jednak ze względu na wiek, musiał przepuścić młodsze psy z taką samą liczbą punktów. Na 5 lokacie znalazła się DODA Rąbieńska Knieja Władka Hoffa, na 10 – TARANTULA Herbu Zadora Andrzeja Kiljańskiego, na 11 – LA GUARDIA Herbu Zadora Patrycji Smulskiej-Krawczyk. W barwach LabTeamu startowała także ZABALA ZAVA Herbu Zadora Grzesia Dudy. Ich występ zasługuje na krótki komentarz, ponieważ był to debiut prawie 7-letniej suczki. Brita do tej pory była przygotowywana głównie do zawodów Obedience, jednak w tym sezonie nasz kolega postanowił sprawdzić predyspozycje myśliwskie Brity właśnie na konkursie pracy retrieverów. Brita zaliczyła konkurs z dyplomem III stopnia i 14 lokatą – jak na debiut w tym wieku to naprawdę duże osiągnięcie. Jedynie w roli obserwatora wystąpiła tym razem labteamowa JENNIFER PERŁA Xandrina Eweliny Marczak (przebyta kontuzja kolana uniemożliwiła jej start w konkursie).

Po uroczystym ogłoszeniu wyników i wręczeniu dyplomów, uczestników – a w szczególności jednego – czekała niespodzianka. Nasze stowarzyszenie ufundowało dla Marka Rogoża specjalny puchar za jego dotychczasowe osiągnięcia. Marka znamy od dłuższego czasu, od kilku sezonów spotykamy się z nim na konkursach pracy retrieverów i widzimy, ile pracy włożył i nadal wkłada w wyszkolenie swojej Całki do mistrzowskiego poziomu. W tym roku CAŁKA Black & White została pierwszym w rasie flat coated retriever Championem Pracy. Tak się niestety złożyło, że wielokrotnie plasując się na wysokich lokatowych miejscach, Całka nigdy nie dostała pucharu, nawet wygrywając tegoroczne konkursy. Dlatego członkowie LabTeamu postanowili naprawić ten pechowy dla Marka zbieg okoliczności, wręczając mu okazały puchar za dotychczasowe osiągnięcia. Marku, serdecznie gratulujemy i życzymy zdrowia. Do zobaczenia w przyszłym roku!

 

Patrycja Smulska-Krawczyk

Ewelina Marczak

Labrador Retriever Team

 

[powrót]