Relacje

Podsumowanie Konkursów Pracy Retrieverów 2009 (Andrzej Kiljański) - 06.11.2009

Rozegrany 10 października 2009 roku, VI-ty Międzynarodowy Konkurs Pracy Retrieverów im. dr Zdzisława Klejnotowskiego, zakończył tegoroczny sezon polskich konkursów pracy retrieverów. W związku z tym, że brałem udział we wszystkich tegorocznych konkursach, chciałbym podzielić się z naszymi czytelnikami moimi wrażeniami i uwagami na ich temat, a także pokusić się o porównanie konkursów tegorocznych, do ubiegłorocznych, w których również miałem przyjemność i okazję uczestniczyć.



Pierwsza rzecz, o której chciałem wspomnieć to liczba konkursów pracy retrieverów, która jest u nas organizowana. Niestety, kalendarz imprez kynologicznych organizowanych przez PZŁ nie rozpieszcza właścicieli retrieverów. Wystarczy rzut oka na ten spis wszystkich konkursów pracy psów myśliwskich, który można znaleźć na stronie internetowej PZŁ, żeby zorientować się, że retrievery traktowane są trochę po macoszemu. Cztery konkursy, dwa o randze regionalnej i po jednym o randze krajowej i międzynarodowej, przy czym ten drugi swoją rangę zawdzięcza głównie nazwie, to nie zbyt dużo. Dla porównania, w Czechach, w kraju gdzie żyje cztery razy mniej ludności niż w Polsce, w sezonie odbywa się około trzydziestu różnego rodzaju konkursów pracy dla retrieverów. A stawki psów startujące w tych konkursach, nierzadko przekraczają liczbę 20, podczas gdy wg. czeskiego regulaminu konkursów pracy retrieverów limit psów, które mogą startować w Czechach w jednym konkursie, to 24. W tym roku, zdarzyło się, że do jednego z czeskich konkursów zgłoszono dużo więcej niż 24 psy. W tej sytuacji gospodarze imprezy zorganizowali dwa konkursy jednego dnia.

Używając nomenklatury handlowej można powiedzieć, że w Polsce podaż na konkursy retrieverów, zależna jest od popytu na nie. A z tym niestety nie jest najlepiej. W pierwszych trzech tegorocznych konkursach (Biskupin, Omin, Rydzyny), w najpopularniejszej klasie "B" startowało po 10 retrieverów. Z czego, przynajmniej w jednym z nich, organizatorzy chcąc dać szansę uzyskania CPC dla psów startujących w konkursie, ratowali się zaproszeniem do udziału w nim, psa zupełnie do tego nieprzygotowanego, wycofanego z konkursu, już po konkurencjach z posłuszeństwa. Biorąc pod uwagę, że na każdym konkursie połowa uczestników, to te same pary - mener i pies, to sytuacja naprawdę nie jest różowa i tegoroczny sezon pod tym względem wypadł gorzej niż rok ubiegły. Wyjątek stanowił konkurs w Czerniejewie,  gdzie w klasie „B” wystartowało 15 psów. Niestety gospodarze Czerniejewskiego konkursu zrezygnowali z organizowania klasy "C" dla jednego, czy dwóch psów.

To, co pozytywne w tym temacie, to liczebność i wyniki, jakie podczas tegorocznych konkursów osiągnęły psy rasy Flat Coated Retriever, które swoimi wynikami zaimponowały wszystkim. CAŁKA Black&White kolegi Marka Rogoża, jako pierwszy flat w Polsce zdobyła tytuł championa pracy, a BŁYSZCZĄCA W SŁOŃCU Niesforne kolegi Wiesława Kawali, w nieoficjalnym rankingu, zdobyła tytuł najlepszego retrievera w sezonie konkursów 2009 r. Jeśli jeszcze do tego dodam, że w Rydzynach, w konkursie krajowym, w klasie "B" wystartowało więcej flatów niż labradorów, to można tylko pogratulować środowisku właścicieli tej rasy.

Natomiast niewiele ciepłych słów można powiedzieć na temat udziału w konkursach właścicieli golden retrieverów, których podczas tegorocznych konkursów, w dwóch reprezentowała tylko jedna młoda suka, AZURA Aspra, której przewodniczką jest koleżanka Renata Wróbel-Radecka.

To małe zainteresowanie konkursami retrieverów ze strony ich właścicieli jak również ze strony Zarządów Okręgowych PZŁ, które organizują konkursy, wynika pewnie z bardzo mocno zakorzenionej u nas w kraju tradycji polowania na ptactwo z wyżłem czy płochaczem. Również różny rozkład populacji zwierzyny powoduje, że w niektórych rejonach Polski poluje się głównie na zwierzynę płową i czarną, a wtedy retriever ma niewiele, albo zupełnie nic do roboty. Mimo wszystko, mam nadzieję, że przyszłoroczny sezon będzie pod tym względem bardziej udany, przynajmniej pod względem ilości konkursów, bo organizację konkursu zapowiada również ZO PZŁ Kraków. Jeśli w kalendarzu konkursów na przyszły rok nie będzie takiej sytuacji jak w roku 2008, gdzie dwa konkursy, krakowski i biskupiński, były rozgrywane w ten sam weekend, to jest nadzieja, że w 2010 roku, menerzy i ich psy, będą mogli konkurować ze sobą w pięciu konkursach.

Trening markingu - Władysław Hoff i Doda

The player will show in this paragraph

Kolejnym tematem, na który chciałbym napisać kilka słów, jest dobór terenów, na jakich rozgrywane były w tym roku poszczególne konkurencje. W ubiegłym roku kontrowersje najczęściej budził dobór terenu pod marking, ale nie tylko. Dużo mówiło się również o konkurencji aport kaczki z szuwarów, która podczas jednego z konkursów, była rozegrana w tym samym miejscu dla 19 psów. W tym roku takie sytuacje na szczęście się nie zdarzały. Organizatorzy zadbali o to, żeby większość konkurencji rozgrywać w warunkach jak najbardziej zbliżonych do prawdziwego polowania, ale również i tak, żeby można było oceniać w pracy psa to, co powinno być w danej konkurencji oceniane. Chodzi tu głównie o marking, czyli umiejętność retrievera do zapamiętywania miejsca upadku kilku sztuk zwierzyny. Poza organizacją markingu w Ominie, gdzie konkurencję rozegrano w gryce wysokiej na 1,5 metra, markingi zorganizowane na trzech pozostałych tegorocznych konkursach były zorganizowane w uprawie, która psu pozwalała obserwować miejsca upadku zwierzyny, a sędziemu obserwować pracę psa, czyli przede wszystkim to, czy pies idzie po aport w punkt, czy szuka okładając pole i czy nie podmienia zwierzyny, co jest dużym błędem w tej konkurencji. W Ominie można było mieć również uwagi, co do sposobu rozrzucania trzech aportów, który nie zawsze wyglądał tak jak to bywa na konkursach i dlatego, konkurencja ta przypominała bardziej odszukiwanie zagubionej zwierzyny, niż marking.

Dobrze zorganizowano markingi podczas konkursów w Rydzynach (niewysoki nieużytek) i Biskupinie (niewysokie buraki), chociaż w Rydzynach zwierzyna była rozrzucana zbyt blisko siebie, a w Biskupinie przydałoby się, żeby zwierzyna była miotana dalej. Również do zbyt bliskiego rozrzucania zwierzyny, mieli najwięcej uwag uczestnicy konkursu w Czerniejewie. I to chyba wszystkie uwagi na ten temat, chociaż trudno mi nie wspomnieć o świetnie i w bardzo widowiskowy sposób zorganizowanej konkurencji aport ptaka z lądu w Biskupinie, o czym napisałem w swojej relacji z tego konkursu.

To, co zawsze wzbudza dużo emocji i kontrowersji to sędziowanie podczas konkursów pracy retrieverów. Mała jeszcze liczba retrieverów będących w rękach myśliwych, mała ich liczba w łowisku, zdarza się, że przekłada się na sposób oceny ich pracy podczas konkursu, przez sędziów pracy, którzy doskonale znają się na wyżłach, płochaczach, norowcach i dzikarzach; a na retrieverach czasami trochę mniej. Najlepszym tego przykładem, była, można chyba powiedzieć, że głośna w całej Polsce historia rozegrania podczas jednego z ubiegłorocznych konkursów, konkurencji "Pozostawanie na miejscu ze strzałem", podczas której sędzia zezwalała na wiązanie smyczą do drzewa tych retrieverów, które zrywały pozostawanie.

Na szczęście takie historie już się w tym roku nie zdarzały i tak rażących błędów w sędziowaniu pracy retrieverów nie było.



Ogólnie rzecz biorąc poziom sędziowania był w tym roku zdecydowanie wyższy niż w roku ubiegłym, co przełożyło się na wyższe wymagania stawiane pracującym podczas konkursu psom. Mnie osobiście, szczególnie przypadło do gustu sędziowanie konkurencji na wodzie, przez sędziów,  Pawła Bednarczyka w Ominie i Wojciecha Galwasa w Rydzynach, bo było to sędziowanie bez żadnej tolerancji dla błędów popełnianych przez psy, zgodne z regulaminem i co najważniejsze, równe dla wszystkich. Miłą niespodzianką i ukłonem organizatorów w kierunku uczestników konkursu, było zaproszenie do sędziowania w Ominie, sędziów z Łotwy i Litwy. Cieszą takie pomysły i starania organizatorów, mające na celu podniesienie atrakcyjności konkursu. Może kiedyś doczekamy się w komisjach sędziowskich również sędziów z Czech, gdzie konkursy pracy retrieverów stoją na dużo wyższym poziomie niż u nas. To pozytywy tegorocznych konkursów, ale do doskonałości jeszcze nam daleko, bo nie wszystko wygląda tak, jak moim zdaniem powinno wyglądać.

Zastanawiam się, dlaczego tak po macoszemu, na niektórych konkursach traktowana jest konkurencja "Aport ptaka z lądu"?

Nawet na, chyba najlepszym, stojącym na najwyższym poziomie tegorocznym, konkursie pracy retrieverów w Rydzynach, do sposobu, w jaki ją rozegrano, bardziej pasuje nazwa " Czy pies bierze do kufy pióro?", bo jak inaczej to nazwać, skoro bażant miotany jest na kilka kroków przed psa? Jak powinien wyglądać aport z lądu, pokazał Pan Leszek Siejkowski, organizator biskupińskiego konkursu, i sędzia oceniający tam aport z lądu - Pan Piotr Błoński. Strzelane żywe kaczki,  spadały 40, 50 i więcej metrów od psa i jak się okazało, niektóre z nich miały problemy z dojściem do aportu, o dojściu w punkt, nawet nie wspomnę.

Inna sprawa, która mnie osobiście mocno nurtuje to ocena, jaką dostają psy w konkurencjach, w których "zrywają" aport, czyli ocena za ruszenie po aport bez komendy menera. W artykule pt. " Labradory moja miłość" Pan Cezary Marchwicki pisze:

Prawidłowe zachowania retrievera i wymagania względem niego określa regulamin konkursu retrieverów. Zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z nim. Tu tylko wspomnę o standardzie wyszkolenia retrievera: pies pracuje bez smyczy, zachowuje absolutny spokój w obliczu strzelanej zwierzyny, rusza po aport tylko na rozkaz przewodnika.

Autor, jak sądzę,  ma na myśli &6 pkt.3 regulaminu konkursu pracy retrieverów, który mówi, że dwukrotne zerwanie w tej samej konkurencji oznacza dyskwalifikację. To są jednak tylko moje przypuszczenia, bo jeszcze nigdy nie spotkałem się na konkursie z  taką sytuacją, żeby pies został zdyskwalifikowany za ruszanie po aport bez rozkazu przewodnika. Nie mniej jednak, wiem, z relacji uczestniczki, która brała udział w 2006 r w konkursie pracy retrieverów w Malanowie, że pies który na markingu zerwał przy rozrzucaniu zwierzyny miał powtarzaną konkurencję, a zerwanie przy powtórzonej konkurencji kończyło się dyskwalifikacją.

Obecnie  praktyką w takiej sytuacji jest obniżanie psu oceny o jeden punkt i nie przerywanie konkurencji. Jeśli dzieje się tak podczas aportu z lądu, czy z wody, to jeszcze pół biedy. Gorzej, jak pies „zrywa” podczas markingu i nie obserwuje miejsc upadku kolejnych sztuk zwierzyny. Wtedy konkurencja ta przestaje być konkurencją, w której można ocenić umiejętność zapamiętywania przez psa, miejsc upadku kilku sztuk zwierzyny.

Taka interpretacja  regulaminu, w zakresie &6, zastanawia mnie tym bardziej dlatego, że nie szukając daleko, choćby u naszych zachodnich sąsiadów, Niemców, retrievery ruszające po aport bez komendy są dyskwalifikowane nawet podczas konkursów dummy.

 

Darz bór
Andzej Kiljański
Labrador Retriever Team

 

[powrót]