Relacje

Międzynarodowy Konkurs Pracy Retrieverów w Czerniejewie (Piotr Gonstal) - 04.10.2011

Pierwszego października odbył się Międzynarodowy Konkurs Pracy Retrieverów w Czerniejewie.

Zapraszam więc na relację pisaną okiem debiutującego obserwatora.

Wybraliśmy się tam razem z naszą 7-miesięczną Roxi, by poczuć klimat zawodów i zapoznać się z warunkami panującymi na konkursach pracy. Pogoda dopisała i panowała niemal piknikowa atmosfera, co sprzyjało dobrej atmosferze złotej polskiej jesieni. Mniej zadowolone mogły być jedynie psy, które w przerwach między konkurencjami poszukiwały cienia.

Na wstępie zaznaczę, że długo czekałem na ten konkurs, gdyż w ciągu roku okazało się, że będzie to jedyny, na który będziemy mogli przybyć i podglądać jak pracują retrievery w warunkach konkursowych.

Zaczęło się od wpadki z naszej strony. W związku z tym, że nie udało nam się wyjechać o planowanej 5:30, spóźniliśmy się 45 minut i dotarliśmy na miejsce już w czasie trwania konkurencji z posłuszeństwa.

Mimo że nie znałem nikogo z forum osobiście, od razu rzuciły mi się w oczy twarze i psie pyski znane z relacji z innych konkursów. Szybko zostaliśmy rozpoznani i bardzo miło przyjęci.

Tu pierwsze spostrzeżenie: Jak na konkurs rangi międzynarodowej było tylko 15 psów i żadnego uczestnika z zagranicy. Nie wiem, czy jest to standard w Czerniejewie, ale domyślam się, że frekwencję mogła uszczuplić Klubowa Wystawa Retrieverów w Nowym Dworze Mazowieckim. Właściciele po raz kolejny musieli wybierać, czy chcą zaprezentować eksterier czy walory użytkowe swoich pupili.

W czasie trwania konkurencji z posłuszeństwa mieliśmy okazję sprawdzić pierwszą reakcję Roxi na strzał. Okazało się, że my byliśmy mniej przygotowani niż nasz pies. Na początku sami kilka razy się wzdrygnęliśmy zaskoczeni głośnością wystrzału. Roxi natomiast zupełnie nic sobie z tego nie robiła. Jedyna jej reakcja była spowodowana naszą. Po obejrzeniu występu kilku zawodników i upewnieniu się, że Roxi w ogóle nie reaguje na odgłos wystrzału udaliśmy się na miejsce rozgrywania konkurencji "Aport z wody".

Z informacji przeczytanych na forum i uzyskanych na miejscu, konkursy w Czerniejewie zawsze są rozgrywane na żywej zwierzynie. I faktycznie tak było i to w kilku wypadkach do końca trwania konkurencji... Mimo 3 strzelców i pełnych salw. My osobiście widzieliśmy, jak psy zaaportowały 2 zbarczone kaczki. Z czego jedna była na tyle żywa, że dała kilka razy nura pod wodę i przez chwilę skutecznie utrudniała psu zadanie.

Przy tej okazji należy wspomnieć nieco o organizacji. Odniosłem wrażenie i niektórzy startujący chyba też, że nie wszystko było z góry ustalone, że dopiero w trakcie trwania zawodów sędziowie decydowali, jaka będzie następna konkurencja i gdzie będzie rozgrywana. Być może sędziowie skutecznie ukrywali swoją wiedzę w tym temacie.

Kolejną konkurencją był "Aport z lądu" tym razem na bażancie, który później był również używany na włóczkach. Przy tej konkurencji znów dało się zauważyć, że strzelcy mieli chyba gorszy dzień. Niektóre psy musiały gonić po polu uciekającego bażanta... W efekcie niektórym duetom pouciekało sporo cennych punktów.

W aporcie z szuwarów również były pewne niedociągnięcia ze strony organizatorów. Wybrany obszar szuwarów był na tyle wąski, że kolejne startujące psy natrafiały na zapach kaczki poprzedników, co wydłużało czas poszukiwań tej właściwej. Czy było to zamierzone, nie wiem.

Na sąsiednim polu rozgrywany był marking. Miło było popatrzeć, jak pięknie psy zapamiętywały miejsca upadku aportowanego ptactwa.

Ostatnie 2 konkurencje to włóczki królika, a później bażanta. Tu po raz kolejny dało się słyszeć negatywne głosy pod kierunkiem organizatorów. Jeśli dobrze wywnioskowałem z rozmów uczestników, to w kilku przypadkach podczas włóczki królika (a może i we wszystkich) panowie kładący włóczki wracali na start po nawietrznej i psy idące po tropie niejednokrotnie natrafiały na ślad/zapach człowieka i myliły trop. Przez co traciły punkty.

Niestety związani godzinowo nie dotrwaliśmy do końca konkursu i musieliśmy wyjechać w połowie trwania ostatniej konkurencji.

Na pożegnanie zapoznaliśmy Roxi z denatem bażanta. I tu niespodzianka, Roxi bez wahania podjęła ptaka i po krótkiej defiladzie na komendę oddała go do mojej dłoni. Taki miły akcent na zakończenie dnia i chyba dobra prognoza na przyszłość. W drodze do Warszawy obie moje Panie słodko spały wyczerpane emocjami i świeżym powietrzem.

Podsumowując, bardzo nam miło było gościć na konkursie, poznać na żywo koleżanki i kolegów z forum i nie tylko, zobaczyć pracujące psy, podziwiać różnorodny styl pracy psów i przewodników.

Bardzo dziękujemy za wyrozumiałość, wytłumaczenie zasad, za dobre rady i chęć pomocy przy pracy z naszym psem. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będziemy gotowi, by aktywnie uczestniczyć w konkursach.

 

Piotr Gonstal

 


 



















 

[powrót]