Relacje

Mistrzostwa Świata Obedience - Salzburg 2012 - 31.05.2012

Tegoroczna wyprawa na MŚ Obedience 2012 w Salzburgu obfitowała w emocje od samego początku. Do czasu kiedy upłynął termin wysyłania zgłoszeń nie było wiadomo czy jest, i jaki jest skład reprezentacji Polski. Brak możliwości uzyskania informacji od kogokolwiek utrudniał znacznie kwestię zaplanowania wyjazdu. Ostatecznie zgłoszenie zostało wysłane po tym, jak lista startowa została zamknięta i tylko dzięki przychylnej opinii prezydenta Komisji Obedience Johanna Kurzbauera, nasza drużyna została przyjęta. Tutaj wielkie podziękowanie dla Beaty Ryl i Małgosi Bartoszewskiej-Kujawy za wszelką pomoc i wsparcie.



Skład drużyny został wytypowany na podstawie krajowych zawodów i obejmował 4 pary zawodnicze: Aleksandrę Brzozowską i Oposa, Andrzeja Morawca i Norda, Agnieszkę Pache i Zahira oraz Agnieszkę Żabińską i Myszę. Team Leaderem została Agnieszka Pache.



Wszelkie kwestie organizacyjne oraz koszty uczestnictwa zostały scedowane na zawodników. Dzięki uprzejmości Agnieszki Żabińskiej, osoby zaangażowane w wyjazd reprezentacji mogły skorzystać z forum dyskusyjnego, co ułatwiło wymianę informacji dotyczących wyjazdu.



Dzięki pomocy Magdy Łęczyckiej udało się zarezerwować nocleg blisko areny, na której miały się odbyć zawody. Wszyscy zawodnicy oraz osoby wspierające miały zakwaterowanie w jednym miejscu. Każdy zaplanował swoją podróż do Salzburga, część osób jechała razem, część zdecydowała się na podróż indywidualną. Zostały wybrane też elementy oficjalnego stroju reprezentacji i tutaj wielkie uznanie dla Olki Brzozowskiej za zakup czerwonych bluz dla wszystkich zawodników co pozwoliło startować w klimatyzowanej hali w komforcie.



Niestety, nie udało się przeprowadzić ani jednego spotkania, na którym zebrałaby się cała reprezentacja w celu przećwiczenia wspólnego treningu. Maksymalnie udało się zgromadzić jednocześnie trzech zawodników. Pozostało tylko mieć nadzieję, że plan wirtualny się sprawdzi. Co ważne, bazując na zdobytym doświadczeniu w Paryżu na ubiegłorocznych MŚ, udało się skompletować do reprezentacji zaplecze techniczne. Jako kibice, ale przede wszystkim jako pomoc dla zawodników do Austrii pojechały osoby z różnych klubów i różnych stron Polski. Jest to kwestia wyjątkowo ważna, bo pozwala przeprowadzić efektywny trening przed startem. Jako wsparcie na zawody pojechali:

Iwona Dawidowicz, Joanna Hewelt, Magdalena Łęczycka, Wiktoria Morawiec, Łukasz Sądaj, Katarzyna Zając. Każdy z ekipy miał zaplanowany swój udział podczas oficjalnego treningu. Ogromną pomoc i wsparcie zapewnili również będący na miejscu rodzice Agnieszki Pache.



Długa droga do Austrii niestety nie obyła się bez przykrych przygód. Samochód, w którym jechali Magda, Wiktoria, Andrzej oraz ich psy, uległ poważnemu wypadkowi na czeskiej autostradzie. Na szczęście nikt nie doznał dużych obrażeń, niestety najbardziej ucierpiał mający startować Nord. Dalszy dojazd do Austrii stanął pod wielkim znakiem zapytania. Jednak polski hart ducha dał o sobie znać i wszystkim dało się dotrzeć do celu. Na miejscu okazało się, że osobne domki rozplanowane dla poszczególnych osób, są tak naprawdę jednym domem...



Sporo czasu zajęło jak najlepsze rozdzielenie pokoi. W tym czasie biegająca luzem Myszka wzbudzała spore emocje wśród swoich psich kolegów z ekipy. Już wkrótce miało się okazać dlaczego...



Następnego dnia odbywały się oficjalne treningi. Ringi zostały ustawione na lodowisku hokejowym, które zostało przykryte ciemną grafitową wykładziną. Wybór miejsca był świetnym rozwiązaniem organizacyjnym. Po raz pierwszy MŚ OBI zostały oddzielone od światowej wystawy co zapewniło zawodnikom spokój i komfort pracy. Arena oferowała trybuny, z których można było wygodnie oglądać starty. Jednocześnie wysokie bandy i przezroczyste ekrany na około ringu tłumiły hałasy i minimalizowały rozproszenia. Kontrowersje wzbudziła tylko wykładzina- wyjątkowo śliska, stanowiła duży problem dla bardzo szybkich psów. Startujące po raz pierwszy psy z Japonii nie wiedziały wręcz jak się po takim podłożu poruszać.



Szczęśliwie nasze psy nie miały z tym większego problemu. Trening naszych polskich zawodników poszedł wyjątkowo sprawnie. Każdy przećwiczył to, co chciał z sukcesem. Przygotowany plan ćwiczeń sprawdził się doskonale. To czego baliśmy się najbardziej to czy stan Norda umożliwi mu start. Tutaj decyzja zależała tylko i wyłącznie od diagnozy weterynarza. Po badaniu Nord uzyskał zgodę na start, co nas niewątpliwie ucieszyło, choć widzieliśmy jak daleko jest od optymalnej formy. Tego samego dnia odbył się pokaz "przedpsa" oraz uroczyste otwarcie Mistrzostw Świata Obedience 2012. Wieczór polskiej ekipie minął na szczegółowej analizie regulaminu.



Następnego dnia rano okazało się, że "cud się zdarzył" i Myszka ma cieczkę. Momentalnie wyjaśniła się kwestia dziwnego zachowania psów. Niestety obecność atrakcyjnej koleżanki nie był dla samców, również kastratów, obojętna. Odseparować jej też nie było zbytnio jak, skoro wszyscy mieszkali pod jednym dachem. Pozostało zgłosić ten fakt do organizatorów, przez co start Myszki został przesunięty na koniec listy startowej. W tym przypadku z polskich reprezentantów startujących pierwszego dnia, czyli w piątek został tylko Andrzej, startujący z numerem "2". Dzięki temu długo nie czekaliśmy na pierwsze wielkie emocje. Nord, jak się spodziewaliśmy, nie pokazał swoich największych atutów. Bolesność odbiła się na szybkości, a problemy z siadaniem utrudniały prawidłowe wykonywanie chodzenia przy nodze oraz zmiany pozycji. Nie mniej bardzo dzielnie wykonał wszystkie ćwiczenia, prócz aportu kierunkowego. Tutaj jednak trema ścisnęła gardło przewodnikowi, co poskutkowało wyzerowaniem ćwiczenia. Pierwszy start i ocena dobra- ze względu na okoliczności, zadowolił nas ten wynik.



Tego dnia podziwialiśmy też starty innych zawodników. Psy mając za sobą doświadczenia z treningu bardzo ładnie dostosowały się do wykładziny i nie widać było większych błędów wynikających z tego czynnika. Mimo, że warunki zdawały się być komfortowe w porównaniu do poprzednich lat, to sporo psów miało najróżniejsze problemy podczas startów. Trzeba przyznać jednak, że w tym roku było wyjątkowo dużo psów, które ukończyło starty nie zerując żadnego ćwiczenia. W poprzednich latach takich występów było bardzo mało. Jako ostatnia tego dnia startowała szwedzka labradorka. Pokazała pracę, która zapewniła jej pierwsze miejsce w piątkowym rankingu. Wyjątkowa szybkość wykonań robiła niesamowite wrażenie zwłaszcza w przywołaniu, wysyłaniu do kwadratu i aporcie kierunkowym. Retriever, który demonstruje większą dynamikę niż startujące wcześniej border collie - wszystko jak widać jest możliwe i dlatego obedience jest tak pasjonujące.



Po powrocie okazało się, że Mysza nie skończyła serwować nam kolejnych atrakcji. W trakcie nieobecności Agnieszki - otworzyła plecak i torbę z karmą. Dobre pół kilo wylądowało w jej brzuszku. Na ratunek pospieszyła Iwona i Aśka wywołując u suczki wymioty. Oddanie karmy zdecydowanie przyniosły ulgę suczce, jednak wesoło jej nie było. Agnieszka zdecydowanie pokazała Myszy, że takie zachowanie jest niedopuszczalne i niebezpieczne. Niestety w wyniku emocji zwątpiła w swój start i chciała go odwołać. Wieczorem odbyła się burzliwa rozmowa, gdzie każdy próbował jak mógł przekonać o tym, że naprawdę warto wystartować z Myszą. Padło dużo argumentów, wsparcie wiadomo, jest bardzo ważne. Jednocześnie ciężko jest, jak emocje jednej osoby przekładają się na samopoczucie całej drużyny.



Kolejny dzień nie był łatwy szczególnie dla Agnieszki Pache, która prócz tego, że oczekiwała na swój start, musiała stawić czoło ciężkim obowiązkom team leadera. Konsekwentnie musiała przeciwdziałać próbom wprowadzenia Myszy na teren zawodów. Według regulaminów jest to surowo zakazane do czasu, kiedy ostatni pies skończy swój start. Łączenie funkcji zawodnika i team leadera jest wyjątkowo trudne. W Salzburgu wszyscy starali się jak mogli wspierać Agnieszkę, mimo to zbyt duże obciążenie odbija się zarówno na starcie, jak i na opiece nad grupą.



Tym większe uznanie dla Agi, która dała z siebie wszystko i działała bardzo profesjonalnie.



W sobotę doczekaliśmy się startów pozostałych naszych zawodników. Na pierwszy ogień ruszyła właśnie Agnieszka i Zahir. Wyszło tutaj małe doświadczenie zawodnicze tej pary co poskutkowało kilkoma wyzerowanymi ćwiczeniami. Natomiast to, co zaprezentowali to piękny kontakt między psem a człowiekiem. Porozumienie między Agą i Zahirem ma w sobie niesamowitą magię i moc. Jakiś czas później na start ruszyła Ola z Oposem. Jako jedyni reprezentowali rok temu Polskę w Paryżu. Tamten start był pełen stresu i w rezultacie kilka ćwiczeń zostało wyzerowanych, ale przyniósł też moc wniosków. W Salzburgu Ola pokazała, że zdobyte doświadczenie nie poszło w las- Opos zaliczył wszystkie ćwiczenia, co było celem tegorocznego startu. Punkty poleciały za szybkość i tutaj straty były spore.



Do ostatniego momentu nie było wiadome czy Agnieszka i Myszka wystartują i czy wykonają pełen program. Pojawiały się coraz kolejne warianty, Aga zmieniała zdanie i podgrzewała skutecznie atmosferę. W końcu rozpoczęły się starty i na szczęście występ został ukończony.

Mysza jak zawsze starała się bardzo mocno i swoją pracą wzbudzała szczery zachwyt. Niestety spora strata punktów była na przywołaniu. Skok przez przeszkodę został wyzerowany- suczka zerwała się przed wydaniem komendy.

Podsumowując wszystkie polskie starty: największym sukcesem jest fakt, że udało się wystawić na zawodach tej rangi wyrównaną w umiejętnościach drużynę. Trzy spośród naszych psów uzyskały zbliżone wyniki: Mysza 221,25 punktów, Opos 214,75 punktów i Nord 203 punktów. Póki co jest to pułap oceny dobrej, jednak biorąc pod uwagę nasze małe doświadczenie to jest to satysfakcjonujący wynik. Ważny o tyle, że jeżeli nasz kraj ma w przyszłości odnosić większe sukcesy potrzebuje do tego solidnej drużyny. Tylko to daje nadzieję na utrzymanie poziomu, bo jak już wiemy wypadki się zdarzają i nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć. Jeden dobry zawodnik to za mało- potrzebny jest cały team. Do tego ważne by drużyna była zgrana, bo jak ten wyjazd mocno pokazał- zachowanie jednej osoby ma olbrzymi wpływ na wszystkich. Z takimi wnioskami mamy nadzieję, że polska reprezentacja w przyszłym roku będzie liczniejsza i mocniejsza.

Salzburg pod względem organizacyjnym i turystycznym pozostawił jak najlepsze wspomnienia, a zdobyte doświadczenie jest niezwykle wartościowe.

 

Polska ekipa z Salzburga

[powrót]