Użytkowość/Sport

>>> Marking

MARKING -
ZDOLNOŚĆ ZAPAMIĘTYWANIA MIEJSC UPADKU STRZELONEGO PTACTWA

      Marking (od ang. to mark – zaznaczać), czyli umiejętność zapamiętywania miejsca upadku zwierzyny, to zdolność typowa dla retrieverów. Spośród wielu ras psów myśliwskich tylko retrievery mogą poszczycić się tak dobrą pamięcią. Jest ona wynikiem przemyślanej hodowli i selekcji najlepszych osobników, angielscy hodowcy ponad sto lat temu założyli sobie bowiem, że celem ich hodowlanych poczynań będzie pies doskonale sprawdzający się w pracy podczas długich pędzeń bażantów i kaczych zlotów. W takich warunkach potrzebny był pies działający szybko i pewnie, odznaczający się doskonałą obserwacją i pamięcią, bezbłędnie odnajdujący strzeloną zwierzynę, w końcu pospiesznie ją przynoszący. Aporterów pomagających myśliwym jest wiele: aportują wyżły, pointery, płochacze. Retrievery jednak oprócz pasji aportowania mają jeszcze coś więcej – przekazywaną genetycznie doskonałą pamięć. Po skończonym pędzeniu dobry retriever jest w stanie zapamiętać, gdzie spadły co najmniej 4 sztuki ptactwa. Pozwala im to na inicjatywę i znaczną samodzielność, nie wymagają bowiem od myśliwego, by za każdym razem wskazywał im kierunek i sterował ich pracą.

 W związku z tym, że marking jest typową cechą rasy, nie dziwi fakt, że podlega on ocenie na konkursach pracy retrieverów. Jest to koronna konkurencja, która weryfikuje wszystkie wymagane od retrievera umiejętności: bezwzględne posłuszeństwo, spokój przy nodze, dobrą obserwację, doskonały aport, przez który rozumiemy ruszenie na komendę, bezbłędne odnalezienie zwierzyny, szybki powrót najkrótszą drogą oraz prawidłowe oddanie aportu do ręki, w końcu zapamiętanie upadku nie tylko pierwszej sztuki miotanej zwierzyny, ale także drugiej i trzeciej oraz równie poprawne ich przyniesienie (na pierwszych rozgrywanych w Polsce konkursach pracy retrieverów psy miały zaaportować 4 ptaki). Jest to jedna z trudniejszych konkurencji konkursu i dlatego pojawia się dopiero w klasie B. Pamięć młodych retrieverów (startujących w próbach pracy) sprawdzana jest jedynie w konkurencjach pojedynczych aportów z wody i z lądu. Jest to podyktowane tym, że do wzorowego wykonania markingu nie wystarczą wrodzone umiejętności, bardzo ważne jest także staranne wyszkolenie psa, bez względu na to, jak imponujący byłby potencjał genetyczny retrievera.

     Konkurencję powinno się przeprowadzać w wysokiej uprawie tak, aby pies mógł zdać się jedynie na swoją obserwację i pamięć, i aby nie miał możliwości zobaczyć, gdzie dokładnie leży zwierzyna. Gdy tandem pies i mener są na stanowisku, jeden pomocnik miota trzy sztuki ptactwa w promieniu 180 stopni w odległości około 15 metrów jeden od drugiego, około 30 metrów od stanowiska, a drugi wraz z każdym rzutem, zanim ptak upadnie na ziemię, oddaje strzał. Następnie sędzia oceniający konkurecję pozwala wysłać psa. Kolejność przynoszonych przez psa aportów nie podlega ocenie, jednak dużą umiejętnością jest przyniesienie ptaków w takiej kolejności, w jakiej zostały rzucone. Po każdy aport pies wysyłany jest osobno. Maksymalną ocenę otrzymuje pies, który bezbłędnie trafia w miejsce upadku zwierzyny i szybko ją przynosi, oddając poprawnie przewodnikowi. Błędem wpływającym na obniżenie oceny jest okładanie pola, czyli bezładne chaotyczne bieganie zdradzające brak pamięci, naprowadzanie się za pomocą węchu, szukanie w innym kierunku niż ten, w którym rzucone zostały aporty. Dużym błędem jest również zamiana ptaków przy aportowaniu. Konkurencji nie zalicza pies, który nie odnajdzie i nie przyniesie wszystkich trzech sztuk zwierzyny, oraz ten, który przekroczy limit czasu (na pracę regulamin przewiduje 15 min.). Na konkursie marking rozgrywany jest na lądzie, jednak w warunkach prawdziwego polowania ta umiejętność retrievera wykorzystywana jest także, a może przede wszystkim, w wodzie, podczas kaczych zlotów. 

Marking - Film

The player will show in this paragraph

Jak zatem przygotować naszego labradora do tej konkurencji? Podstawą jest na pewno solidnie wypracowany aport. Gdy rozpoczynamy pracę nad markingiem, nasz labrador powinien spokojnie oczekiwać na komendę pozwalającą mu ruszyć po aport i powinien oddawać nam go do ręki w siadzie lub chociaż na stojąco. Dopiero wtedy, gdy te elementy mamy już wypracowane, możemy zwiększyć trudność ćwiczenia i zamiast jednego, rzucić psu dwa aporty w różnych kierunkach, na początku na niedużą odległość. Nasz labrador z pewnością poradzi sobie z tym zadaniem. Stopniowo rzucamy koziołki coraz dalej, pamiętając, by nie popaść w rutynę i nie rzucać zawsze w to samo miejsce. Labradory to inteligentne psy i jeżeli przyzwyczaimy je, że aporty rzucane są w tym samym kierunku, to potem szybko mogą zacząć szukać ich „na ślepo“. Tutaj, podobnie jak w przypadku innych ćwiczeń, ważna jest różnorodność – pies ma ćwiczyć pamięć i obserwację, a nie bezrefleksyjnie kierować się schematami. Gdy pies potrafi zapamiętać i zaaportować dwa koziołki, zwiększamy ich liczbę do trzech, wciąż mając na uwadze to, by za każdym razem rozrzucać je w innej konfiguracji. Zamiast rzucać możemy też na początku rozkładać aporty na ziemi i wysyłać potem po nie po kolei naszego retrievera.

      Pamięć labradora możemy rozwijać także w inny sposób i nie bezpośrenio, lecz tym razem pośrednio, przygotowywać go do konkurencji markingu. Jednym z takich ćwiczeń jest wyrzucenie aportu w wysokie zarośla i wysłanie psa dopiero po kilku minutach. Cezary Marchwicki zaleca ponadto ćwiczenie orientacji psa w terenie. Możemy na przykład rzucić koziołek w wysokie trawy, obejść to miejsce z psem przy nodze i albo wysłać go po aport z innego punku, albo po kilku minutach wrócić w to samo miejsce i dopiero wtedy pozwolić labradorowi przynieść rzucony przedmiot.

    Niektóre labradory mogą mieć problem z zamianą aportu, gdy wysyłamy je po kilka koziołków. Jest to poważny błąd, za który zapłacimy utratą wielu punktów na konkursie. Dlatego równolegle z ćwiczeniem pamięci powinniśmy uczyć naszego labradora, by przynosił ten przedmiot, po który go wysyłamy, oraz by ignorował wszystkie inne rozpraszające aporty. Jeśli mamy wypracowane bezwzględne posłuszeństwo, zdecydowane „fe“ lub „nie wolno“ powinno wystarczyć, gdy tylko zauważymy, że labrador zamiast w naszym kierunku udaje się z aportem w kufie w stronę drugiego koziołka. Czasem jednak komenda nie jest tak silna, dlatego warto wypracować stylową pracę naszego retrievera także w tym zakresie. Jednym z takich ćwiczeń może być na przykład rzucenie koziołka najpierw w bok, a potem na jego drodze. Z czasem możemy zwiększać liczbę koziołków do 2-3 i rzucać je w różnych kierunkach. Nasz labrador nie powinien porzucić trzymanego już w kufie aportu na rzecz rozpraszającego koziołka. Ewentualnie może go zaaportować na naszą wyraźną komendę po oddaniu pierwszego. Należy jednak pamiętać, by kierować się zasadą stopniowego zwiększania trudności tak, aby ćwiczenie mogło skończyć się sukcesem psa. Gdy nasz labrador będzie na treningach ignorował aporty, po które go nie wysyłaliśmy, mamy większe szanse na to, że na polowaniu lub na konkursach, które zawsze rozgrywane są w łowiskach, zignoruje także wylatującego mu spod nóg spłoszonego bażanta.

    Na treningach aporty powinny być miotane nie tylko przez nas samych, ale również przez naszego pomcnika i to z różnych miejsc, także z ukrycia. Różnicujemy także czas, po jakim wyrzucamy koziołki. Uczy to psa opanowania i skupienia. W końcu w ostatniej fazie nauki zwiększamy liczbę rzucanych aportów do 4, z czasem zastępując sztuczne koziołki zwierzyną (bażantami, kaczkami).

    Doszlifowanie markingu zgodnie z wymogami konkurencji konkursowej to końcowy etap szkolnia. Na trenigach dobrze jest rozłożyć ćwiczenie na poszczególne elementy i osobno pracować nad pamięcią, obserwacją, rozproszeniem i samym aportem. Należy przy tym pamiętać, by unikać utartych schematów, bo nasz labrador szybko je zacznie powtarzać i będzie pracował mechanicznie, co może go zgubić na konkursie. W przypadku dorosłego psa trzy markingi z trzema aportami w trakcie jednej sesji szkoleniowej w zupełności wystarczą. Jest to ćwiczenie męczące labradora nie tylko fizycznie (musi przecież przynieść 2-3 aporty z kilkudziesięciu metrów), ale także psychicznie, dlatego musimy czuwać, bo go nie znużyć ani nie zniechęcić. Proces szkolenia w tym zakresie możemy zwieńczyć i uatrakcyjnić pracą w wodzie, kiedy to wyślemy labradora po kilka rzuconych dummy. Umiejętność ta nie jest co prawda oceniana na konkursie, ale z pewnością sprawi wiele przyjemności temu wielkiemu fanatykowi wody.

 

Labrador Retriever Team

 

 

[powrót]